Kaszube pod Widnem

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
Kaszube pod Widnem  (1929) 
by Hieronim Derdowsczi

[ 17 ]

PIĘKNY KRAJU KASZUBŚCI, ZEMNIO OBIECANO,
Wszędze twech dżyrsiech senów wielgo cnota znano,
Nigdze ju nie nalezesz dzys na świece kątka,
Gdze be po nos Kaszubach nie beła pamniątka.

Ciej zagrozeł potopem Bóg światu całemu,
Prędko arkę Kaszuba zbudował Noemu
I jak późnij zacęno ustępowac morze,
Wesod na ląd bezpiecznie na Szymbarści górze.

I Jaś z Kielna świętego tędzim beł wiarusem,
Co w Ameryce bywoł jesz przed Koląbusem,
I tak liczne rozmnożeł w nij kaszubście plemnię,
Ze tu drugą ju mąme obiecaną zemnię.

Gdze be też nos Kaszubów dzyso ju nie beło!...
Czujta le, druche, co to mnie są roz zdarzeło.

Mocno wzęna mnie chętka kroj objechac Turka,
Plaps! więc daję prze Pucku kaszubściego nurka
I tak ze trze mniesące przebywszy we wodze,
Niespodzanie wepływąm jaż prze Carogrodze,
Gdze z gór widać to mniasto nad Marmarścim błotem!
Długo żem odpoczywoł, często zlany potem.


[ 18 ]

Meszlę so, że tak dalek od naszego Gdańska
Leno mowa turecko i wiara pogańska,
A tu le po kaszubsku ludze rozmowiają
I w ojczestym jęzeku czule mnie witają.
Nawet knopi w czerwonech fezykach na głowie
Po kaszubsku godają, jak u nos w Mechowie.

Wołąm jednego knopa: — Czuł te, jak cy jimnię?
Ten nadskoczeł jak zdrzebię, grzecznie fezyk zdjimnie,
Jasne oczcie pokozoł, jak ciej Cherubinek,
I rzekł: — Jęńtek mnie zowie nanka i tatynek.
— A przezwisko jacie mosz, jak twuj ojc sę zowie? —
— Kulczyk! — na to nen knopik smniało mnie odpowie:
Wejle go! — Jęńtek Kulczyk... toc to polście dzecko,
Ale cze też i wiara twoja katolecko?
— Me co tu prze Marmarścim mnieszkąme jezerze,
Jesme duszą oddani święty polści wierze,
I pochodzyme wsześci od Kulczyka Frana,
Co to pod królem Sobciem Turka bił pogana;
Ale roz go wróg mnodzi napod w nocny porze
I go wząn do niewoli gdze no czorne morze.
Wnet tu wies założeła jego mądro główka,
Pierwij zwale ją Czyflik, dzyso Jadamówka.
Cilka lot beł konjuszym Kulczyk u Mustawe,
Jaż le roz od poganów ucek do Warszawe.

— Doch sę tu po nim dzecy ostało cilkoro,
Co je Pąn Bóg w gromodkę ju rozmnożeł sporą;
Prawie wszescy przezwisko »Kulczyk« me tu mąme,
A na żece secami w błoce zarobiąme.

[ 19 ]

Ojć muj jeszcze sę trudni drobkę w czase wolnym
Dzece ucząc czetanio — je kaszubścim szkólnym.
— Niech le ze mną do naszy checze pąn pospieszy,
To jo wiem, że sę tatynk serdecznie uceszy.

Knop mnie bierze za rękę i cygnie do ojca.
Wnetko do wspaniałego wchodzyme ogrojca,
Gdze na drzewach orzeche rosną i oranże,
A na checza, jak jacie pomnieszkanie ksęże,
— Nie będzie pochwolony! — rzekę będąc w progu,
— Na wieci wieków, amen! Chwała Panu Bogu,
Że mnie gosca prowadzy z kaszubściego kraju;
U mnie, druchu, żec możesz, jako Jadąm w raju.

Rzek pąn szkólny i podoł mnie turecką fefkę,
Potym chutko roboczą wezwoł ze wse dzewkę,
I w komórce jij kozoł obmec moje cało.
To mnie sę perzyneczkę smiesznym wedawało,
Ale w kraju tureccim to ju moda tako,
Że kąpielą częstują gosca i tobaka.

Tej rozkozoł do skrzynci złożec łache moje
I przeodzoł mnie w bestre muzułmańście stroje:
Mniast kapuze mnie kozoł nakrec łeb turbąnem,
Piece okreł zelonym z trzepkami żupąnem,
Bukse doł mnie bufate, ale srodze kęse,
Co krok stąpię, to wszetko na celsku sę trzęsę.
Bęłe jak krew czerwone, więc meslołżem sobie,
Ciejbe byk cę oboczeł, bełobe po tobie.
Krótcie potem na nodzie obule mnie strefle,

[ 20 ]

I podale skórzane bez nopiętków defle.
Tej mnie poobwieszale stążkami dokoła,
Że żem trochę podobny beł do sowizdrzoła.

Ciej żem tak beł obuty po turecci modze,
Tej karpete pokładle w jizbie na podłodze,
Na tech me przecupnęle, bo w tureccim krają
Zedlów ani też stołków ludze mest nie znają.
Objod potem podale: baraniną tłustą,
Banię z mniodem, tej jabka i peszkę z kapustą.

Wideliców nie dale, jodem więc rękuma,
Boc tak wszescy jodąme i u naju doma.
Pochwolełem szkólnego, że mowę ojczestą
I zweczaje kaszubście dosc zachowoł czesto:
Bo wej na co żelazem zgrzetac o talerze,
Ciej i ręką tak samo dobrze sę nabierze.

Ju baraninę wszetkę zjodem z talerzyka,
Tej żem sobie przeboczeł onego Kulczyka,
Co sę dostoł w niewolę tu nad Czorne morze,
Więc sę pytąm szkólnego: — Panie dyrektorze,
Cze ten Kulczyk, co przodciem waszy je gromade,
Nie pochodzeł z Pomorzo, z Kaszubści Zowade? —
— Gwesno, — odrzek pąn szkólny, tak pisze kronika,
Że Zowada pod Czerściem ojczezną Kulczyka.
— A cze wieta wa, — pytąm — jaci dosyg sławe,
Skorno ucek z niewoli do święty Warszawe?
— Jakże ma mąma wiedzec, — pąn szkólny odpowie,
O tym wierę ju żoden człowiek sę nie dowie;

[ 21 ]

Może wnet tam gdze umar z kłopotu i trudu,
Bo ju o nim nie beło słychu ani dudu.
— To sę kąseczk mylita, — odpowiadąm zasę,
Kulczyk potym jesz w Polsce dobre mniewoł czase,
Dostoł sę do majątku szablą i dorobciem,
A beł nawet pod Widnem razem z królem Sobciem
Jesz i u nos potomcie liczne jego żyją —
Jo bem o nim powiedzoł całą chystoryją,
A prowdzewą, bo jo sę mest nie bawię w klotcie,
W knegach wszetko czetołem, chtórne dzys są rzodcie.
Le sę boję, ze godka pudze mnie kulawo,
Bom sę srodze umęczeł tą do wos weprawą.

Szkólny sę mojim słowąm srodze uredowoł,
Słodką kawą z araciem zaro poczestowoł
I serdecznie mnie proseł razem z swoją bjałką,
Bem mu nę chystoryją opowiedzoł całką.
Dzece jego — a mnioł jech tak kole puł kope —
Srodze zacekawione, bjałcie jak i knope,
Proszą mnie pieszczotliwie, robiąc wiele krzyku,
Bem jim prowdę powiedzoł o słownym Kulczyku.

Widzę wreszce, że jednak jim sę nie opędzę.
Rzekę: — Niechże więc woli waszy zadosc będze!

Jesz so rozik pocygnę z dłudziego cybucha
A tej dzeje Kulczyka opowiodąm zucha.


∗             ∗


[ 22 ] [ 23 ]

DWASTA LOT NAZOD, TURCE ROZJUSZENI
A katolecci krwi mocno spragnieni,
Wpadle jak wilce w kraje Austryjoka,
Niesąc przed sobą chorądziew proroka.

A nen jech prorok zwany Muhamedem
Beł srodzim zbujcą i nochcewszym żedem,
Kozoł poganąm rabowac po świece
I w pień wecynac chrześciańście dzece.

Beł on Papieża nozażartszym wrodziem,
Bluznieł, że Chrystus wcole nie beł Bodziem,
Wierzeł w szatańście sztucie jak i czare
I świat chcoł zmuszec do turecci wiare.

Więc w jimnię tego głupiego proroka
Turce sę wdarle w kraje Austryjoka;
Beło jech bodoj trze sta kroc tysęcy,
Pędzele Mniemców, jak trzodę zajęcy.

Ju całe Węgre zalała ta chmara,
A jech dowódzcą beł Mustawa Kara,
Co sę odgrożoł, że w rzymście koscołe
Swoje wprowadzy wielbłąde i wołe.


[ 24 ]

Wszędze po drodze wielgą trwogę szerzy,
Krzyże z koscelnech w błoto zdrzuco wieży
I na świątyniach zatyko pułksężec,
Chce katoleków wsześciech ucemniężec.
Pustoszy niwe, wse i mniasta poli,
Chłopów zabiero do cężci niewoli,
Niewinne bjałcie spotyko sromota,
Gwałtem je hańbi turecko hołota,

Wnet sę pod Widno zbliżają te zbuje,
Wojsko mniemnieccie wjedno rejteruje,
Cesorz Leopold też ucek bezwstydnie,
Le trochę wojska ostawieł we Widnie;
Sztarembergowi powierzeł obronę
I kozoł na gwołt zwonic w wszeście zwone.

We Widnie chutko naprowiają mure,
A tu ju Turków cygną całe chmure,
Huczą kanąne, szczękają szablice,
Strach wieldzi powstoł w wideńści stolice.
Drżą oblężeni, jakno w łapce mesze,
Dokoła mniasta stoją wroga rzesze,
Szturm przypuszczają we dnie jak i w noce,
A mniasto próżno weglądo pomoce.

Wówczas we wieldzi chodzeł mankoliji,
Cesorz Leopold, pąn biedny Austryji,
Wszęde strach seje srodzie Turka jimnię,
Papież sę nawet niepokoji w Rzymnie.
Próżno wzewają chrzescyańściech króli,

[ 25 ]

Abe pomogle w ty nieszczesny doli,
Kożdy sę boji Turka krzewech mnieczy
I kroj mniemniecci zleco bości pieczy.

Tedy pokornie cesorz apostolści
Prosy o pomoc Sobka króla Polsci,
Co mocno nieroz trząś tureccim trąnem
A beł u naju zwany Trzecym Jąnem.

Król sobie mnieszkoł w cechym Wilanowie
I mądre plane ukłodoł se w głowie.
Jednego razu zbudzeł sę o swice
I na mszą świętą spieszeł do kaplice,
W tym klęko przed nim austryjacci poseł
I załamując ręce, tak go proseł:
— Ach retuj Widno, Nojasniejszy Panie,
Bo je obiegli turecci poganie!

Ale król odrzek: — Idzże sobie, hrabio,
Niechże wąm Turce choc wszetko zagrabią!
Niech pogąn mniemców dobrze roz wekorze,
Bo wa le zdzerce jestesta i tchórze.

To rzekszy, dalij idzie król Sobieści,
W tym przed nim klęko posłaniec papieści
I prosy: — Królu! Retuj chrzescyjaństwo,
Bo jesz Rzym zajmnie okrutne pogaństwo!

Król odpowiodo: — Żol mnie je Papieża,
Ale jo tero mało mąm żołmnierza,

[ 26 ]

Skorno Turk z prowde na Rzym się odwoży,
Kożdy z nos żece za wiarę położy,
Le jesz do tego brukuje on czasu,
A jo tu w Polsce dosc mąm ambarasu.

Tej ni posłowie gorzko zapłakale
I do królowy w prośbę sę udale.

Ciej sę król po mszy spotkoł z Marysieńką,
Rzekła do niego: — Le słuchej, serdeńko!
Zaro mnie pudzesz bic pod Widno Turka,
Bo nie, to cebie srogo spotko burka!

Meszli król Sobek: — Będze z tobą lecho!
Rzecze więc: — Żonko, my dusze pocecho!
Ciej te mnie kożesz, pudę na pogane,
Z wojściem za mniesąc ju pod Widnem stanę;
W pień cało zgraja wnet będze wecęto,
Beles le, duszko, te beła kuńtęnto!

Tej sę królowo rozsmiała milutko,
A król na wojnę szekowoł sę chutko.

I do Krakowa scygo wojsko wierne,
Hufce huzarów formuje pancerne,
W stol uzbrojone jaż po same pięte,
A orle skrzydła na plecach przepięto;
Tech sę nobarży bojele pohańce,
Bo mniele ostre pałasze i lańce.
W piechoce same najemne żołmnierze,

[ 27 ]

Do nich i chłopów pod chorądziew bierze.
Jeneroł Kącci szekuje armatę,
Co mniałe Turkom ciężcie zadać strate.

W dniach cilku beło tesęcy trzedzesce
Wojska polściego w krakusowym mniesce,
Tej jesz z swym pułciem Denow sę przełączo,
Co w kożdy wojnie pomoc daje rączą;
Ten wojewodą beł pomorści zemni.
Cygla z nim szlachta i mniemce najemni.

Król powitawszy tego wojownika,
Rzecze: — jakoś tu nie widzę Kulczyka,
Co mnie ju nieroz pomóg w cężci doli —
W końcu go Turce wzęle do niewoli,
Ale jim ucek i dostoł w nogrodze
Urząd leśnego hen prze Bioły wodze,
W mojech majątkach, chtórne są: Smniechowo,
Górne Redłowo, Kolibki, Rzucewo,
Tego mniec muszę w mech rycerzy tumnie,
Bo kąsk szwargotac po turecku umnie.

Rzekszy Jąn Trzecy ciwnął na kozoka,
Co noszybszego w wojsku mnioł rumoka,
Jechac mu prędko po Kulczyka koże,
Do Kaszub, kęne Gduńsk i Małe morze.

Kulczyk na jachce beł w rzucewścim lese,
Ciej mu nen kozok króla rozkoz niese.
Jaż podskoczeło z radosce w nim serce,

[ 28 ]

Bo on le wjedno mesloł o żołmnierce;
Nie beł żeniały, nic go nie wiązało,
A Polskę kochoł swoją duszą całą.

Zaro więc Kulczyk wszetką woło szlachtę
Co ją zaproseł do sebie na jachtę, —
Mogę wąm porę z ty szlachte wymnienic:
Beł bohaterści Kujka ze Studzenic,
Typ, Wryz i Wańtoch, wszyscy trzej z Rekowa,
Mrózk, Brunik, Bjałka i Mach z pod Betowa,
Beł Brycht z pod Juszków, gdze nowiększe szkoczcie,
I Wycąn, co mu służele Bełoczcie,
Prowda i Chamyr z Glisna beł w nym gronie,
Co na Kaszubach mnioł nolepsze konie. —

Woło więc Kulczyk kaszubście dzedzyce
I rzecze do niech jak ksądz z kazalnice:
— Druche, dzys nie czas polować na zwierza,
Bo król Jąn Sobek brukuje żołmnierza,
Chce dostać Turka pod Widnem do matni,
Niech i Kaszube nie będą ostatni!
Więc na turecką wojnę spieszme żwawo,
Wrogąm Chrystusa kąpiel sprawic krwawą;
Chto prawy szlachcec, niech dosodo konia
I cygnie z królem na wideńście błonia!

Nima rycerza jak król Jąn na świece,
Walczeł z Turkami całe swoje żece,
Szturmem jech obóz zdobeł pod Chocymem,
A ciej na Rusi wse puszczale z dymem,

[ 29 ]

Z małą wpod ną niech gorstką ciejbe orzeł
I jech tysące na placu położeł.

— Wszęde odnoseł chwalebne zwecęstwa
A królem ostoł gwoli swego męstwa.
Sami go Turce polścim lwem nazwale,
Bo nigdze placu mu nie dotrzymale;
Ciej le wąs jego i oko sokole
Uzdrzą, to zaro umykają w pole.

— Pod tacim królem to wojować mniło,
Sąm za sto ludzy stoji włosną syłą,
Chto w jego służbie, ten sławę dosęże,
Dalij więc na koń, cne kaszubście męże!

Wieldzie ta mowa zrobieła wrażenie:
Chwileczkę głuche nastało milczenie,
Tej jak nie reknie szlachta wieldzim krzyciem:
— Wiwat król Sobek! Pudzeme z Kulczyciem!
Błysłe w powietrzu stare karabele:
— Hejże na Turka! Bic nieprzejocele!

Tej rzecze Kulczyk: — Słuchejta le, druche!
Srodze sę ceszę, żesta tacie zuche,
Le nim na wojnę rycerz polści ruszy,
Boga pokornie w pomoc wezwać muszy,
Więc do pobliści jedzma pucci fare,
Be złożec Bogu modłę i ofiarę;
Tam też Wejhera Jąna leży cało,
Co pod Chocymen długo walczeł smniało,

[ 30 ]

Ciej Chodkiewicza próżno straszeł Turek,
Za jego duszę zmówime pacorek.

Sedle na konie i w puccim koscele
Bogu się wszesci klęcząc polecele.

A tej żewnosce nabrale w kobiołcie,
Co jim beloćcie przenosełe biołcie:
Chleb, mięso, jaja i wędzone rebe,
Okrasę, krepe, brzod i suche grzebe;
Wsześciego brale w kobiołcie potrochu,
Wreszce do góre nasepale prochu.
Prze flintach dobrze opatrzele skałcie,
I bełe w rychce jech porządcie całcie.

Puscele koniąm niecierpliwym wodze,
A Kulczyk jedze przed nimi na przodze;
Coraz sę więcy bracy do niech łączy,
Bo mąż kaszubści do wojne je rączy.

Ciej jech prowadzeł Kulczyk bez Chonice,
Ju dwa sta szlachtę mnioł w swoji konnice.

W Poznaniu mężny wódz sę dowiaduje,
Jak król pod Widno downo maszeruje,
Więc prosto pędzy bez Szląsk i Murawę,
Be stanąć na czas do krwawy rozprawe.

Wreszce szczesliwie przebył w samą porę;
Widzy przed sobą Kalemberską górę,

[ 31 ]

Gdze ju król Sobek patrzy Turkąm w slepie
I jech roz po roz na pojazdach trzepie,
— Hura! — krzyknęle paccerne huzare,
Skorno uzdrzele kaszubście sztandare.

A na chorągwiach tech pomorściech dzecy
Na tle czerwonym żółty gryf sę świecy;
Ten mo lwi sladek, a w połowie z przodu
Je jakbe orzeł drapieżnego rodu.
— Tero ju, Turku, pewny bądz swy zgube,
Bo nąm pomogą z Kulczyciem Kaszube!

A król z redosce głośno klepie w ręce:
— Witej Kulczyku! Jesz cę mąm w pamnięce!
Te beł pod Lwowem Osmanów postrachem,
Dwadzesca scąnes łbów za jednym machem.
Ale cze też to prawda, moje dzecko,
Że cy kąsk znano mowa je turecko?
— Turce — — rzek Kulczyk — godają, jak żede,
Doch jo sę z nimi rozmówię od biede.
Chto le kaszubści język dobrze znaje,
Ten z nim objechać może wszeście kraje;
Bo mest kożdego narodu i wiarę
Mowa podobno do kaszubści gware.
Lude, co w godce naszy robią fete,
Cy sę jij bodej jesz nie douczele;
Mniemce nogorzy plątają ozorem,
Wodę zwą wasan, prowda dlą niech worem,
Świętą niedzelę nazewają sądek
I w ludźci mowie robią nieporządek.


[ 32 ]

Rzeknie król Sobek: — Oj te muj filuce,
Toc te mosz zawde fifów pełną mucę!
Ale odłóźma dzys na stronę żarte,
Bo me jesz z Turciem nie wegrale w karte.

— Widzysz tam w dole to mniasto ze żogli,
To obóz Turków, czas do bitwe nogli.
Czu, jako strasznie wstecz kanone buczą.
Tero sę mniemce pocerza nauczą!

— Zdrzyjle! We Widnie ta czerwono łąna.
Tam na ny wieży świętego Szczepąna,
To znak, że pomoc mąme niesc czym prędzy,
Bo głód ju mniasto do rozpacze pędzy!

— Skorno na niebie jutro wzyńdze słuńce,
Zacznieme z Turciem zopaście i tuńce,
Ale te, druchu, jes doch kawał franta,
Pudzesz do Widna dzys do komendanta
I rzekniesz jemu, co nimo sę lękac,
A skorno nasze flintę zaczną pękać,
Niech weprowadzy za brame piechotę
I na tureccie uderzy namniote.

— Cebie ju Turce bez obóz przepuszczą,
Te so poradzysz z tą pogańską tłuszczą.

Kulczyk sę trochę podrapoł po głowie,
A tej królowi w te słowa odpowie:
— Rodbem jo spełnieł, królu, to orędze,

[ 33 ]

Ale jak też to z mym rycerstwem będzie?
Chtóż to Kaszubów w bitwę poprowadzy?
Jesz jech bezemnie stare szczesce zdradzy:
Król go poczeszeł: — Dąme sobie radę,
Jo jech do włosny zacygnę brygade,
W kaszubście męstwo gwes jak w tuza wierzę,
Bo to nolepszy na świece żołmnierze.
Ciej tak, to pudę, Kulczyk rzecze żwawo,
A król: — Zrób swoje, a krzyknę cy brawo!

Tej sę pożegnoł Kulczyk z swoją bracą,
Ceszy jech: — Niechej nadzeji nie tracą,
Do Bóg, to jutro znowu sę oboczą,
Niech le pod królem biją sę ochoczo!

Obuł sę prędko w łache muzułmańście
I ruszeł konno w drogę w jimnię pańście.
Spiewoł godzyncie, koń bieg wjedno skociem.
Przed obóz Turków nadjachoł przed zmrociem.

Zestrzeg go pogąn stojący na warce
I jemu drogę zastąpieł noparce.
(Beł często czorny jak morus na plapie).
A jego zębe prawie jak kłe szkapie).
Dur! Dur! nen czorny na Kulczyka woła
I w jego pierse szablą mnierzy gołą.
— Co? Jo twuj durok? — Kulczyk jemu na to,
Jo polści szlachcec, a te wszawo klato,
Jes szotorniciem i szelmowscim łachem!
Turk odpowiodo: — Szelem jedz z Ałachem!

[ 34 ]

(Ałach to Pan Bóg u nos katoleków,
A szelem tyle, co Na wieci wieków)!
Jesz po żołniersku Kulczyka pozdrowio,
Tej on sę dalij bez obóz przeprowio.
Głosno na Turków wrzeszczy i szkaluje,
Kożdy mu prędko z drodzi ustępuje.

Tak sę pogane rojełe, jak pszczołe,
A mniedze wojściem szkape, słonie, wołe.
Namniote stoją gęsto jak kopice,
A wszęde hałas, jak w żydźci bóżnice.

Kulczyk bez strachu jedze westrzód dzyczy,
W tym czuje, że chtos »retunk! retunk!« krzyczy,
Prędko więc konia w onę stronę skrąco:

Tam młodo mniemka przed Turciem klęcząco,
A ten ju z pochwę dobywo szablice
I chce scąc głowę biedny niewolnice.

Jako na chmurnym niebie mełmo błyśnie,
Tak prędko Kulczyk karabelą swisnie,
Rozcyno Turka na dwie połowice
I bierze na koń nieszczesną dzewicę.

Ona sę mocno trzymo jego szyje,
Ze strachu nie wie serota cze żyje.

Koń ciejbe strzała niese jech galopem,
Wnet są przed pierwszym wideńścim okopem,

[ 35 ]

A Turce gonią za nimi jak wscekli,
Wstyd ce jech beło, ciejbe im ucekli.
Pędzą jak wiater robiąc wiele wrzosku,
Żece Kulczyka wisało na włosku,
Dognoł go Turek i godzeł mu w plece,
Doch mu kobiołka retowała żece,
Co ją na plecach zawde mnioł prze sobie,
Be doch pożewić móg sę w kożdy dobie.

Pogąn mu wcole nie zadrasnął skóre,
Ale w kobiołce powecynoł dure,
Że co w nij beło zaczęno sę wszetko
Sepac na ziemnię, jakbe z harfe żetko:
Proch, brzod, okrasa, krepe, suche grzebe,
Chleb, mięso, jaja i wędzone rebe,
To doch Kulczyka rozgorzeło trochę,
Że mu Turk żewnosc zniszczeł razem z prochę,
Więc bierze flintę i nacygo kurka,
Jak psa zastrzelo piekielnika Turka.
Tej złazy z konia, zgornio drodzi proszek
I święty z piosku podnosy chleboszek;
Nie chce, be jedna zmarniała okrucha,
Kładze go wszetek mniemce do fartucha.
— Widzysz, serotko, szepce jij po cechu,
Jo doch sę boję smiertelnego grzechu,
Wolołbem z ręci turecci umnierać,
Niż be dor boży mnioł sę poniewierać.

Tej znowu na koń wsodo i uceka,
Bo jesz go ścigo Turków zgraja dzeko.

[ 36 ]

Tut! Tut! wołają goniący poganie,
Dut! — drwi z nich Kulczyk! żoden ju nie wstanie!

Tej niespodzanie, jakbe kamiń z proce,
Wepadli z Widna konni Austryjoce.
i jęle cwiczec szablami pohańców,
Precz jech odparle od wideńściech szańców.

Jako to radosc beła w mniesce wszędze,
Ciej Kulczyk przewióz królewście orędze!
Kwiatami przed nim białcie scelą drogę,
Kaszubską cnotę wielbią i odwogę.
Wiedzą we Widnie, że Bóg z królem Jąnem,
Więc weznie górę nad Turciem tyrąnem.
Jutro o świce za brąme weruszą,
I chrzescyjanie zbic pogana muszą.

A ona mniemka, jak sę wdzęczy, ceszy!
Swojego ojca zaro szukac spieszy, —
Ten mnioł folwarcie pod Widnem i lase,
Ucek do mniasta w tym wojennym czase,
Ale nie zdołoł pomódz swoji córce,
Tę na uceczce pojimale Turce. —

Ceszy się ojcec, że ją widzy żewą,
A ona brodę głoszcząc jemu sewą,
Rzecze: — Ju, ojcze, postradałam serce,
Mo je ten, co mnie retowoł od smierce,
Potym mu zbowcę swojego przedstowio,
A ojc z redosce wieldzi bol weprowio.


[ 37 ]

— Dzelny rycerzu! — rzecze do Kulczyka —
Tobie to żece zawdzęczo Ludwika,
Jeże ją kochosz, to wa sę ożeńta,
Na co tu robic wieldzie komplimęńta,
Kulczyk nastrojeł gębę do usmniechu
I w ucho szepce Ludwice po cechu:
— Mnie kąsk czarują twoje ocze szare,
Ale cze jes te abe polści wiare?
A ona: — Wiem jo, że te Polkę wolisz,
Doch powięm prowdę, jo jem dycz katolisz,

Sodo mu na klin i w brodę go kuszo,
Ale Kulczyka to wiele nie wzruszo,
Sąm ani rozik nie daje jij peska,
Le wjedno sobie ocero wąseska.

Wreszce zmęczony wstaje od jij boku
— Wiesz te co, brutko, dejma temu poku!
Bo mnie się zewo, więc moje serduszko,
Jidz sobie z Bodziem, a jo pudę w łóżko.

Ledwie sę swiatło ukozało renne,
Sztaremberg szecie ustowio wojenne,
Kożdy, jak może w mniesce sę uwijo,
Bo dzys ostatno mo bec batalijo.

Kulczyk też z łóżka dwigo sę reniutko
I mówiąc pocerz ubiero sę chutku.
Czuł jacies w gnotach bolące łamanie,
Bo na sprężenach w bedach mnioł wespanie.


[ 38 ]

Wnet ju gniadego dosodo konika,
Szneptuchem z okna żegno go Ludwika.
Sztaremberg chcąc go uczcec, jak noleży,
Stowio go kole wyboru rycerzy.
Tej otworzele Wideńczyce brąme:
— Dzys me poganąm za swoje oddąme!
Wpadle na Turków jak jastrząb na kure,
A równocześnie z kalemberści góre
Pędzą na wroga pancerni Poloce,
Kolą i rąbią Turka z cały moce.

Kącci z kanonów nie strzelo daremnie
Całe szeredzie walą się na zemnię,
Turcie ze strachu ciejbie wilce wyją
A duże kule głębok ziemnię ryją.
Wnet w gęsty kupie we dwa ognie wzęty,
Stracele ludzy trzedzesce tysęcy.

W namniotach pełno krzyku, płaczu, jęku,
Godło proroka ju je w polścim ręku,
W puch rozpędzone Turków hufce casne,
Sobek jech wojsko zbieł na jabko kwasne.

Kara Mustawa głosno tej narzeko,
Prędko z obozu na koniu uceko.

Ustrzeg go Kulczyk i go chutko ścigo,
Chce go mniec żewcem, ju go ręką sygo,
Mocno palcuma za łeb Turka jimo,
Doch jakoś judosz włosów na łbie nimo!


[ 39 ]

Bo Turce srodze grzebinia nie lubią,
Więc so ju z młodu włose ze łba skubią,
Le we westrzodku czubek ostowiają!
Be amnioł za co mnioł jech niesc do raju.

Więc le ten czubek Kulczyk ręką łapie,
Ale tej pogąn doł ostrodzie szkapie
I chocaż czubek utraceł ze skórą,
Jednak sę werwoł i zdzinąn za górą.

Ale bez czubka ju sę nimóg więcy
Na swiat pokozac, więc srodze sę smęcy,
Zaro sę wieszo na jedbawnym sznurku
I tak wej bełno po niewiernym Turku!

Skorno tak Kulczyk przecwiczeł niecnotę,
Zacząn wepróżniac tureccie namniote;
Naloz w niech wiele broni i pieniedzy,
W tym z Kaszubami król bez obóz pędzy,
Uzdrzoł Kulczyka: — Brawo, dzelny mężu!
Ju je zwecęstwo prze naszym orężu,
Mniemce pokornie podają mnie do nóg,
A te mnie wiele do wygre dopomóg;
Prósz więc mnie dzyso o co chcesz, muj Franie,
A wszetko cy sę w nagrodzę dostanie.

Tej rzecze Kulczyk: — Rodbem z ty weprawe
Przewióz do Kaszub cilka wozów kawe,
Bo choc me sobie jesme ludze proscy,
Jednak mest kawą czestujeme goscy.


[ 40 ]

Doch gospodarno kaszubsko kobieta
Robi ją leno z polonego żeta,
A Turce, jak to wiem jesz z Carogrodu
Prowdzewą kawę przewożą ze Wschodu.

— Wiąc be naweknąc do czestego trunku,
Porę fór kawe proszę w podarunku.

Król sę dzewuje, że tak mało żeczy,
Daje mu wszetkę kawe ze zdobeczy.
A tej Kulczyka prowadzy na stronę:
— Wiesz te co? — czecze — Te jesz nimosz żone,
A wejle białcie słodzą żece nasze!

— Me tu sto kobiet Sulejmana pasze
Srodze szekownech chwacele w namnioce
I jesme o nie tero kąsk w kłopoce;
Więc sobie zabierz one białcie wszeście,
Niech choc zbiorają w moich borach szeszcie.

— Nie! nie! rzek Kulczyk — proszę mnie weboczec,
Na co mnie, królu, z babami sę włóczec!
Prowda, ciej bełem w turecci stolice,
Tam szczerzem kochoł polską niewolnicę,
Dzys do kobiete ju mnie nie zniewolisz!
Mam jo tu brutkę, co je dycz katolisz,
Doch jo z tą jedną dosc ju mąm frasąnku,
Rodbem i tę doł komu w podarunku.
Niech król ne babe pośle do Warszawe!
Nie chcę mniec z nimi wcole żodny sprawe.


[ 41 ]

Król le sę rozsmnioł: — To mnie kąseczk bawi,
Jesz sę ta znańdzie, co cę obłaskawi! —

Ta wróżba króla rychtyk sę sprowdzeła,
Ale na mniemka tą jistą nie beła.
Bo ciej do Widna rycerz jak z weselem
Wjachoł z muzeką z królem zbawicelem,
Tej niespodzanka spotkała Kulczyka,
Bo na tak czuło panienka Ludwika
Ucekła z Widna z jacims komedjęńtem
Wcole nie meszląc o mołżeństwie świętem.

Doch Kulczyk z tego wieldzi nie mnioł złosce,
Wcole nie żądoł mniemniećci wdzęcznosce.
Le meszli sobie: — Niech liczy godzene
Nen nowy brutman, ciej będze mnioł krzcene.

— Na, — co poszlubic mnioł ją prze ołtorzu,
Ta na kaszubścim werosła pomorzu.
Poznoł ją wkrótce we węserści chojnie,
Ciej do dum szlachtę prowadzeł po wojnie.
Stojała, kene prosty je goscyniec
I mu na głowę położeła winiec.
Jij ojc beł możny węserści Gruchałła,
Ta mu od razu srodze sę udała.
Beło to dzewczę kaszubście po prostu,
A jasne oczcie i rycht jego wzrostu.

On, co pod Widnem tak kobiet sę lękoł,
Przed tą jesz nieroz beczoł, wzdychoł, klękoł,

[ 42 ]

A jemu białka tłustą dała rączkę
I on na palec włożeł jij obrączkę.

Tej jim król Sobek wesele weprawieł,
A Pąn Bóg młody porze błogosławieł.

∗             ∗

Z tego, co jo powiedzoł o słownym Kulczyku,
Dzys pąn szkólny kronikę mo w swojim stoliku.

Dobrze mnie na początku u Turków sę wiodło,
Ale tej w Carogrodze webuchło poszodło.
Wsześciech Pąn Bóg nawiedzeł, jeno mnie zachowoł,
Więc meslele, ze gwesno jo jech oczarowoł.

Widzę co tu sę swięcy, więc pląps! daję nurka
I czymprędzy odpływąm od srodziego Turku.

Ciejm ju decht umęczony stanąn wreszce w Pucku,
Ju muszołem nie barzo weglądac po ludzku,
Bo wej druche na renku witając mnie czule,
Dzewiele sę, że taką czorną mąm koszulę!
— Wierę żes porę niedzel nie przeblek sę, łgorzu!
— Gdzeż tam — rzekę — Jo le sę nurzoł w Czorny morzu...







PD-icon.svg This work was published before January 1, 1923, and is in the public domain worldwide because the author died at least 100 years ago.