W karczmie na rozdrożu

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kornel Makuszyński
Tytuł W karczmie na rozdrożu
Pochodzenie Połów gwiazd
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia H. Altenberga
Druk Drukarnia „Słowa Polskiego“
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały tomik
Indeks stron
[ 145 ]

W KARCZMIE NA ROZDROŻU




[ 146 ] [ 147 ]

Zeszliśmy się ze wszystkich stron świata,
Dżdżysta noc nas spędziła gromadą,
Nikt z nas niema ni siostry ni brata,
Z jakiej ziemi czy z jakiego świata
Wędrujemy i dniami i nocą,
Nikt z nas nie wie, ni dokąd ni po co...
Królestwo nasze nie z tego świata.
Dżdżysta noc nas spędziła gromadą,
Jakieś światło między nami lata,
Każdy ma sakwę i... twarz ma bladą...

Siądźcie! niech tutaj pustka gospodarzy,
O, wy kramarze wędrowni!
Dorzućcie pryskających na ognisko głowni,
Otrzyjcie łzy deszczu z twarzy...
Idziemy wszyscy z daleka,
Więc niech się nikomu nie spieszy:
Na wiatrów patrząca taniec,
Śmierć siadła pod karczmą, na przyzbie,
Odmawia różaniec
I czeka...


[ 148 ]

O bracia moi!
Potrzebne jest słońce...
Kto słońcem kupczy, niech wstanie,
Rozwiąże sakwy swej końce
I słońcem pułap ustroi,
Bowiem jest świetne zebranie,
O, bracia moi!
Ty zaś, pijany wiecznie trubadurze,
Ruchem przecudnym wszystkim rzuć na głowy
Krwawiące róże...
Tyś chodził na gwiazd połowy,
Przeto każdemu daj gwiazd pełne dłonie,
I syp je garścią hojną
Na szaty i na skronie...

Kto z was jest malarz snów?
O, bracie!
Wymaluj pułap niebieski
Pełen anielskich głów,
I archanioły w szkarłacie.
Na ścianach maluj freski:
Winnicę na górskim stoku
Smiejącą się winogradem,
Niewiastę z ogniem w oku,
Z licem od wzruszeń bladem,
Która pragnąca nadaremnie woła,
Malowanego na stropie anioła...

[ 149 ]

W okna witraże wpraw i tysiąc tęcz!
Kiedy się cieszyć będziemy biesiadą,
Niech się nam tęcze na stoły pokładą...

Ty dobądź muzyckie narzędzie,
I dźwięcz...
Kanzonę śpiewaj, składaną
Z rymów kradzionych Petrarce!
Rozpustną, — pomodlim się rano,
Płomienną, — nie siedzą tu starce...
Kanzonę taką miłosną,
By w popiół paliła wargi
Temu, co śpiewa
A dusze,
By wszystkim zakwitły wiosną:
Kanzonę bez męki i skargi,
A każde w kanzonie słowo
Niech będzie pocałunkiem!
Gdy skończysz, — to z ust pij na nowo,
Niech wszyscy pijani będą
Płomiennym trunkiem...
Hohej! Niech wszyscy zasiędą,
A herold niech wkoło ogłasza,
Że sny się wspaniałe tu przędą,
I że tu odprawia biesiady,
Łatana królewskość nasza,
Że tłum tu ucztuje blady.


[ 150 ]

Kto łzami kupczy?!...
Niechaj płakać zacznie,
Aby wesołość wśród nas się rozparła.
Smutek nam będzie zastępował karła,
Co wszystkich cieszy łzą,
I patrzy bacznie
Panu swojemu w oczy
Jak pies...
Wichr jest na dworze
I noc jest i jesień...
Zacznijmy ...
Bracie!
Może masz trochę zużytych uniesień
Gdzieś na dnie sakwy?
Obdziel wszystkich wkoło,
Wesoło bowiem,
Musi być wesoło...
Ktoby się smętkiem truł podczas biesiady,
Ten winien będzie jakiejś wielkiej zdrady,
I skazan będzie na wieczyste życie...

A teraz niechaj wstanie człowiek boży,
Co poematy o Chrystusie pisze,
I co z Chrystusem chodzi po pustyni:
Niechaj, ogromną nakazawszy ciszę,
Ręce dostojnie na wodę położy
I z wody niechaj wino nam uczyni.

[ 151 ]

Hohej!
Niech woła ktoś i niech ktoś śpiewa,
Niech się rozbłysną u powały słońca,
Niech się rozpocznie krwawych róż ulewa,
I niech tak róże lecą... wciąż... bez końca...
Aż od róż krwawych zaczną krwawić usta,
W jakiejś spowiedzi pjanej, lecz najszczerszej,
Ostatniej w życiu spowiedzi
...I pierwszej.

Rwijcie na harfach struny, rańcie palce,
Nie mogąc wygrać tego, co w was śpiewa,
Króle bezdomni!
W podłej z sobą walce
Zgięliście dusze jak spróchniałe drzewa,
Wy może kiedyś — książęta niezłomni.
Cóż wam!
Czy macie na świecie rachunki,
Byście ze smutkiem leli wino złote?
Czyliście więcej liczyli co kiedy
Jak zgłoski w wierszu, łzy i pocałunki,
Chowali więcej co ponad tęsknotę?!...

Cóż wam!
I wam i mnie!...
Och, lejcie wino złote...
Gwiazdy łowiłem?

[ 152 ]

Obłąkany człowiek,
Który wypłakał wszystkie łzy z pod powiek
I wszystką życia radość z dobrych oczu...
Och... ktoś je dzisiaj wpięte ma w warkoczu
I cudnym głosem sny me przypomina
Gwiezdne... Przez Boga! wina!
Dajcie wina!
................

Rozbiłem kryształ? co? Przed uczty końcem?
Dobrze! niech w prochy kryształy się kruszą...
Rzeknij mi tylko bracie, czem ty kupczysz?
Och! Tylko słońcem?...
A ja kupczę — duszą.

Uczyńcie wrzawę, zgiełk i głosów wojnę,
Dusze przed własnych śmiechów stawcie sądem,
Na śmiech skazując...
Były zbyt dostojne;
Do życia wracać? Którędy i — po co?
Słońca są wszystkie zarażone trądem,
A uciążliwa jest wędrówka nocą...
Śnijcie! aż przyśni wam się śmierć, a oto
To najpiękniejsze zakończenie dramy.
Uśmiech wam usta skrzywił, więc z ochotą
Zda się, pójdziecie do dantejskiej bramy.
Bracie, handlarzu mądrości żywota,

[ 153 ]

Wytłómacz wszystkim, że są rzeczy bliźnie,
Choć niemi nie są, że jest grzechem cnota,
I że lekarstwo często jest — w trucitnie...

A teraz w sakwy każdy niech zabierze,
To, co jest jego: i słońca i róże,
Czary murrheńskie i złote talerze,
I niechaj idzie dalej w swe podróże.
Ukryjcie skrzętnie skarby sezamowe
O króle biedni...
Na jakiemś rozdrożu
Gdzieś się spotkamy — kiedy i jak, nie wiem...
Ale pomnijcie:
Nim kto z głodu padnie,
Ten niechaj legnie gdzieś w przydrożnem zbożu
I żre oczyma zboże
I oczyma
Z przydrożnych bogactw jak ptak boży kradnie,
By lekkomyślny miał skon i wesoły...
O, bracia moi!
Jako Apostoły
Chodźmy na wszystkie cztery świata strony
Zaprzeczać prawdzie ludzkiej, siać męczarnie
W pola uprawne...
Śmierć jak chwast wyrośnie
I suchą dłonią złoto zbóż zagarnie.
Nie nasze zboże i męka nie nasza...

[ 154 ]

A potem krzyczmy na drogach rozgłośnie:
O, ludzie dobrzy, którzy Messyasza
Czekacie! Idzie tutaj naszym śladem,
Z dłonią łaskawą i obliczem bladem!...
Niechaj czekają w rozpaczy i męce,
Na oczu łaskę i na dobre ręce,
Aż ich czekania straszny obłęd strawi,
I Śmierć-Zbawiciel przyjdzie, co ich zbawi.

O, bracia moi...
Noc deszczem płacze, że się oto dusze
Nam zapodziały gdzieś; i wichr się skarzy
jak pies, warczący u karczmy podwoi
Na nocnej straży...
Chodźmy...
Czas się powlecze za nami, kaleka,
Gasnący w ręku podnosząc kaganiec...
Śmierć w pogotowiu...
Siadła na karczmy przyzbie,
Odmawia różaniec
I czeka.







Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1925. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1949 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1925 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1925 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false