Powrót do Marchwacza

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lechoń
Tytuł Powrót do Marchwacza
Pochodzenie Rzeczpospolita Babińska, cykl Królewsko-Polski Kabaret
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis“
Drukarz Straszewiczowie
Miejsce wyd. Warszawa, Lwów, Poznań, Toruń
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały zbiór
Indeks stron

[ 21 ]POWRÓT DO MARCHWACZA



Miała Polska hetmanów, mężów w wojnie bitnych,
Kanclerzów mądrych w radzie, pisarzów zaszczytnych,
I takich, co jej byli podporą i władzą —
Ma dzisiaj Polska takich, co o niej wciąż radzą.

O panie Niemojowski! Gdybyś w swym Marchwaczu siedział,
Niktby może o Tobie nawet i nie wiedział,
Dziś w kułak Ci sąsiedzi się śmieją w powiecie,
Marszałku, co bez laski chodziłeś po świecie!
Po parku Ci w Marchwaczu plądrują złodzieje,
Ekonom kradnie w śpichrzu, nietęgo chłop sieje,
I dziadek się uśmiecha z portretu w salonie, —
Koronny, chociaż jeszcze nie słychać o tronie!

........................

Przyjechał pan Marszałek jesiennym wieczorem,
Z powagą i godnością przywitał się z dworem,
Na starych swoich meblach się rozparł z rozkoszą,
A z landa mu raz po raz lokaje coś znoszą.
Pamiątki wy warszawskie! Drobiazgi prześliczne,
Urzędy i zaprzęgi, tytuły dziedziczne,
Obiady i kolacje i sesje i spory,
Homary prawie polskie, niemieckie — humory!
Miał przecież pan Marszałek i bóle i dreszcze,
Bez przykrej ich awersji nie wspomni dziś jeszcze:
Pamięta szlachcic polski, uprzejmym gdy tonem
Prowadził nieraz dyskurs lub spór z Natansonem.
A zresztą mniejsza o to! Toć nic nie obraża
Wojewody, że klepie łaskawie pachciarza,

[ 22 ]

I mówią wszak Karnkowscy w sąsiednim powiecie:
„Chód krew w nas senatorska, Gold stand-punkt jest przecie“
Przerzuca pan Marszalek pamiętne albumy:
Dyrektor w nich Łempicki, ex-poseł do Dumy,
I przecz-że jeszcze cierpią ludziska niewinne,
Gdy leczy ten — wewnętrzne, a inni — dziecinne?
I radca Grendyszyński, sekretarz chroniczny,
Co może — podpisuje, ma „poczerk“ prześliczny,
Depeszę wszak sierpniową w swe ubrał nazwisko,
W tym roku zaś podpisał pół setki ich blisko.
I mężny Ludwik Górski, dyrektor wojskowy,
W Legjonów strój się odział od pięty do głowy,
Lub, mówiąc równie dobrze, od głowy do pięty:
Na piersiach krzyż żelazny i Anny krzyż święty.
I zręczny pan Pomorski. Nie sieje, nie orze,
A przecież z pól rozległych najlepsze ma zboże,
Oświaty nie przysporzył, lecz wyznań nie szczędził,
Gdzie tylko mógł i nie mógł, tam chodził i ględził.
A otóż i Macchiavel — maleńki i zwinny,
Jest Wojtuś Rostworowski napozór dziecinny,
Grunt przecież — że wytrwały: z wieczora do rana
Przesiedział w przedpokoju kanclerza Bethmanna.
I inne pan Marszałek ogląda pamiątki:
Projekty więc Kossaka kanclerskiej pieczątki,
I cesarz Karol pierwszy w złoconej oprawie:
„Niech strzeże Matka Boska was, radcy w Warszawie!“
Generał-Gubernator też hojny być raczył,
Osobnem Radę Stanu orędziem odznaczył,
I nadał wszystkim radcom kosztowne pierścienie
Z napisem: „mowa srebro, a złoto — milczenie!“
I papier ten cierpliwy, ten papier niewinny,
Raz po raz ten sam przecie, a jakby coś inny,
Obietnic pełen słodkich i wahań zalotnych,
I przysiąg pełen licznych i zaklęć stokrotnych.

[ 23 ]

Pamięta pan Marszałek w lipcowy dzień znojny,
Gdy czytał Hutten-Czapski tekst noty spokojny,
Powiedział: „Kto z nas nie ma ni złota, ni miedzi,
Niech płaci tem ojczyźnie chociażby, że — siedzi“.

........................

W pałacu u Marszałka zapada mrok szary,
Gdzieś w kątach kurant grają prastare zegary.
Z ogrodu wszedł pocichu do sali wiew wonny.

........................

Tak zasnął pierwszy w Polsce Marszałek Koronny.





Wiersz ten pisany był w lecie roku 1917 jeszcze przed wyjazdem p. Niemojowskiego do Marchwacza, co znowu nastąpiło na czas pewien przed ostatecznym rozpadnięciem się Tymczasowej Rady Stanu. Przedstawiony jest w tej „wizji przyszłości“ jeden z najzabawniejszych dygnitarzy ówczesnej Polski, podstępnie wywabiony z głuchej prowincji, otumaniony rzekomym talentem dyplomatycznym i poczuciem odpowiedzialności względem zasłużonego nazwiska, człowiek tak nieprawdopobnie bez przekonań i indywidualności, że dosłownie nic o nim nikt nie wiedział, nie wie dotychczas i napewno wiedzieć nie będzie. Zjawisko analogiczne do marszałka drugiej Rady Stanu, p. Franciszka Pułaskiego, również zasługom przodków zawdzięczającego swą wysoką godność, chociaż nie niemieckiej, ale polskiej nominacji. Zarówno w czasie, gdy wiersz ten był pisany, jako też i dzisiaj jeszcze, rodziny Kordeckich, Wielochów, Goworków i Piastów są w naszem życiu politycznem „rodzinami przyszłości“.




Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1925. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1949 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1925 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1925 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false