Otwarcie Rady Stanu w Warszawie

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lechoń
Tytuł Otwarcie Rady Stanu w Warszawie
Pochodzenie Rzeczpospolita Babińska, cykl Królewsko-Polski Kabaret
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis“
Drukarz Straszewiczowie
Miejsce wyd. Warszawa, Lwów, Poznań, Toruń
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały zbiór
Indeks stron

[ 29 ]OTWARCIE RADY STANU W WARSZAWIE



Na wieść o mającem nastąpić otwarciu Rady Stanu, Warszawa już od wczesnego ranka była na nogach. Członkowie Centrum Narodowego, Ligi Państwowości, Związku Budowy, chodzili z radości na głowie, co nie mało przyczyniło się do podniesienia odświętnego nastroju w mieście. Przez ulicę przeciągają co chwila mniejsze lub większe grupy pracy narodowej ze sztandarami lub bez, z pieśniami narodowemi na ustach. Oto idzie Związek Budowy Państwa Polskiego pod przewodnictwem bar. Zdzisława Heydla: parobcy gnają konie, woły i krowy tego światłego ziemianina. Związkowi śpiewają: „Szumny wiatr wionął po pustym stepie“. Dr. Baranowski prowadzi 5-ro dzieci radnego Natansona. Dzieci biją w tarabany i śpiewają: „Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę — będziem Polakami“. Oto ks. Chełmicki wyszedł z firmy „Aurelja“, w której powieszono jego portret obok Kościuszki i ks. Józefa. Czcigodny sekretarz generalny nuci „Ksiądz mi zakazował“. Oto wreszcie pan Grendyszyński, Czartkowski i wielu, wielu innych. Grupa ta śpiewa cienko. Zwartym szeregiem idą uczestnicy wypadków 1863 r. Za nimi uczestnicy nieszczęśliwych wypadków: pp.: Ilski, Koralewski etc. Mężowie ci mają na siedzeniach amarantowe kokardy z napisami: „Żywią nas i bronią". Kierujemy się w stronę Tow. Kredytowego Miejskiego, gdzie Rada Stanu postanowiła sobie zdobywać kredyt w społeczeństwie. Jesteśmy mile zdziwieni demokratycznym jej charakterem. Już we drzwiach wejściowych wita nas wielki transparent z napisem: „P. O. W." (Proszę Obuwie Wycierać). To owoc zabiegów p. Artura Śliwińskiego, który w ten sposób zdobył poważną koncesję na rzecz ugrupowań lewicowych. W tej właśnie chwili zajeżdża przed gmach Rady [ 30 ]olbrzymi furgon wyładowany wielopudowemi workami. Woźny informuje, że jest to piasek, którym p. Steczkowski będzie sypał w oczy społeczeństwu. Powoli zaczynają się zjeżdżać przedstawiciele władz, radcowie stanu, przyjaciele, krewni i życzliwi. Milicja, której polecono zorganizować żywiołową manifestację, woła pod kierunkiem p. Łączkowskiego: „Wiwat król“; — p. Nojach Priłuckij kłania się i dziękuje za tę sympatyczną owację. Przy przechodzeniu pp. Potockiego, Rostworowskiego, Ronikiera, rozlegają się z tej samej strony okrzyki: „Wiwat wszystkie stany!“

Prof. Askenazy wprowadza pod rękę kanoniczkę Walewską, która go pyta, co słychać z Napoleonem.

Wchodzą również Janusz, Maciej i Franciszek, Trzy Trąby Radziwiłłowie. „O: łyki!“ — woła pogardliwie Janusz Radziwiłł (na Ołyce), wskazując na przedstawicieli Rady Miejskiej. Zajeżdżają wreszcie samochody urzędowe, z których wysiadają: regent Ostrowski z adjutantem, regent Lubomirski z żoną i minister Stecki z brodą.

Arcybiskup Kakowski nadjeżdża na pięć minut przed dwunastą. Na chwilę przed nim wchodzi rektor Kostanecki. Spóźnienie swe tłumaczy ekonomją czasu, tym razem polityczną.

Na galerjach i w loży przepełnienie. Publiczność, wychylona z lóż, rozmawia z radcami stanu. Jedna z ulubionych artystek dramatu i komedji woła do radcy stanu p. Augusta Popławskiego: „Śmiało Gutek“. Popławski obiecuje jej solennie, że będzie robił „Sfinksa“.

Prawdziwą sensację budzi wniesienie wirylisty, rabina Perlmuttra. Czcigodny radca, który jako wolentarjusz brał udział w odsieczy Wiednia, zapytuje hofrata Rosnera o najświeższe nowiny z tego miasta.

P. Rosner zaprzecza, jakoby miario zarządzić w mieście zniszczenie wszystkich reprodukcyj Madonny [ 31 ]Sykstyńskiej. Wśród zebranej publicznej usilnie kolportowana jest pogłoska, iż radcowie stanu zbiorą się wieczorem na stokach cytadeli, niżej krzyża, i tam właśnie pocałują gen. Beselera. W loży prasowej przez czas dłuższy szukają p. Czekalskiego, który gdzieś się zapodział. Znajdują go wreszcie pod nogą stołową. Jest to, jak się okazało, jeden z jego pseudonimów.

Na ulicach wzmaga się hałas: czterech podejrzanych przymiotników, którzy gwałtem chcieli się dostać do Rady Stanu, schwytano, a o zajściu spisano protokół.





Mowa o Radzie Stanu, mianowanej wiosną r. 1918 przez Najdostojniejszą Radę Regencyjną — z pośród t. zw. aktywistów i skłaniających się jut wówczas ku współdziałaniu z nimi endeków. Pan Józef Świeżyński — jest już wtedy rozkonspirowany i siedzi na prawicy — chociaż na honorowych fotelach w Radzie siedzą jeszcze pp: Lerchenfeld, Ugron, Czapski, Żychliński, Iszkowski i radca dworu dr. Ignacy Rosner (jeszcze nie był redaktorem „Kurjera polskiego“). Lewica, mimo pewnych zabiegów ze strony p. Artura Śliwińskiego (o czem się mówi w fejletonie), udziału w Radzie Stanu nie bierze. Licznych aluzyj o charakterze intymnym nie uważa autor za stosowne wyjaśniać — napomknienie o sytuacji w Wiedniu tyczy się akcji pokojowej x Sykstusa Bourbon de Parma, skompromitowanej przez niewczesne jej ujawnienie.




Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1924. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1948 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1924 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1924 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false