Ostatnia proklamacja

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lechoń
Tytuł Ostatnia proklamacja
Pochodzenie Rzeczpospolita Babińska, cykl Królewsko-Polski Kabaret
Data wydania 1922
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Ignis“
Drukarz Straszewiczowie
Miejsce wyd. Warszawa, Lwów, Poznań, Toruń
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały zbiór
Indeks stron

[ 42 ]OSTATNIA PROKLAMACJA

 

Kiedy wyjdzie z Warszawy niemiecka hołota,
Koniec będzie etapom oraz okupacji:
Pomyślcie, o rodacy, nie będzie już racji
Na pruskich dostojników rzucać kupą błota.

Nie będzie bohaterstwem, ani trudnym czynem
Spotwarzać Ludendorffa, z Beselera szydzić,
Najwyższa polska władza każe nienawidzieć
I wczorajszy majestat nazwie „takim synem“.

Żaden więcej Radziwił nie pośle depeszy,
Nie stanie przed kanclerzem z oniemiałem licem;
Gdy ktoś w farsie wyskoczy z anty-pruskim witzem,
Sam premjer się Świeżyński w swej loży ucieszy.

Pomyślcie, o rodacy, jak to będzie nudnie
Nie słyszeć już narzekań, że w naszej ojczyźnie
Plądruje srogi Teuton, niesyty w dziczyźnie,
I Polskę chce zostawić, wychodząc, bezludnie.

Od Wilna do Poznania pojedzie się szosą,
Na prawo będzie Polska i Polska na lewo,
Nie będzie można mówić, że Niemiec tnie drzewo,
I panny na ulicę nie pójdą już boso.

„Legjony“ wyjdą „wschodnie“ w tysiącznych odbitkach,
Do których holenderski, czerpany posłuży,
I w naszej szklance wody już będzie po burzy,
Kto zechce, nadmiar żółci odbije na Żydkach.


[ 43 ]

Więc zanim się w przeszłości pogrąży mgławicach
Dzisiejszość, co nas jeszcze niewoli i nęka,
Na starą oto nutę najnowsza piosenka:
Ostatnia proklamacja na polskich ulicach.

„Obywatele! od pięciu miesięcy
Niecny się yankes panoszy w Warszawie,
Ojczyzna nasza bez jadła jest prawie,
Niesyty yankes zaś żąda wciąż więcej.

Na Zamku flaga powiewa gwiaździsta,
Osiadł Japończyk w pałacu Staszyca,
Wieczór się z loży Mesalką zachwyca,
My się kłócimy, a trzeci korzysta.

Angielski żołdak się rozparł w kawiarni,
Piou-piou zaś bony uwodzi Francuzki,
Herse dziś żąda miljonów za bluzki,
Jutro zaś mają Murzyni przyjść czarni.

Aż drży Warszawa od ciągłej muzyki,
Od świtu zamek kapelą poczyna,
To Paderewski dosiada pianina
I z „Manru“ motyw wygrywa wciąż dziki.

W Gnieźnie stanęły legjony z Kanady,
I przez dzień cały aż huczy uciecha;
W cichej stolicy świętego Wojciecha
Wydaje Lansing proszone obiady.



Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1925. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1949 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1925 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1925 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false