Pęta

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leopold Staff
Tytuł Pęta
Pochodzenie W cieniu miecza, cykl Oblicza
Data wydania 1922
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy »Bibljoteka Polska«
Druk Zakłady graficzne „Bibljoteki Polskiej“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały tomik
Indeks stron

[ 41 ]PĘTA.



W głuchych głębiach pamięci, jako przez sen, pomnę:
Jednem pętem związani wyszliśmy z gęstw lasów,
Nadzy. Miałaś we włosach paprocie ogromne,
Ja w ręce kij, ubiwszy tura wśród zapasów.

Na polanie siedzieliśmy w noc przy ognisku,
Spożywając czerwone, krwią dymiące mięso.
Potem ciał nagość sprzęgliśmy w dzikim uścisku...
Dwa krwawe blaski miałaś od ognia pod rzęsą.

Potem spałem, o nagie twe wsparte kolana
I tyś spała, na ziemi wyciągnięta gołej,
Szarym, grubym powrozem do mnie przywiązana...
I leżeliśmy głusi, jak zgasłe popioły.

I bezwiedni czekaliśmy w śnie rannej pory,
Aż brzask, jak inne brzaski, w niebie się uczyni,
By iść, jak szliśmy zawsze, w dzień razem przez bory
I aby w noc spać razem na liściach w jaskini.

Lecz gdym się nocą zbudził, a pomrok był głuchy,
Okiem mętnem powiodłem po iskrzącem niebie
I ujrzałem, że gwiazdy upadły, jak duchy,
Na ziemię, gdzieś za lasem... I zbudziłem ciebie...


[ 42 ]

Drżący cały szeptałem ci o tajnym dziwie,
Dźwigając cię, by szukać gwiazd za puszcz ostępem.
Lecz tyś patrzyła na mnie, zaspana, leniwie
Wodząc po niebie okiem nieprzytomnem, tępem.

I odwróciwszy ciężko głowę, co mnie musła,
Ległaś znów, a gdym wstrząsnął cię, mruczałaś gniewna.
I pierwszy raz uczułem nagle, że powrósła
Wiążą nas i targnąłem cię, jak kawał drewna.

Z płaczem wstałaś, pięściami przecierając oczy...
Spojrzałem krzyw na pęta i swą pięść jak z głazu,
Dotknąłem dłonią pletni, czy się nie roztroczy...
ścisnąłem garść, szarpnąłem i pękła odrazu...

I zlękliśmy się, przestrach w twarzy swej pobladłej
Czytając... Rozejrzeliśmy się z trwogą wkoło...
Z rąk struchlałych powrozy do stóp nam upadły
I długo ciężką ręką tarłem niskie czoło.

I podniósłszy konopny sznur, z palcem na ustach
Stąpałem cicho, dzierżąc cię za rękę, niemy
I wiodłem w gęstwę lasu najgłuchszą po chróstach...
A tyś szła, pytająca okiem: gdzie idziemy?

I w zaroślach zwikłanych, w czarnym, dzikim jarze,
Wygrzebawszy dół w ziemi i żwirze głęboki,
Kajdany zakopaliśmy w nim, jak zbrodniarze
I uciekli w ciemności spłoszonemi kroki.


[ 43 ]

Potem, podawszy sobie ręce ziemią czarne,
Rozeszliśmy się... Ległaś sama w sen na trawę,
A ja, jak gdybym deptał zgliszcza kniej pożarne,
Gnałem bez tchu przez bory na mych gwiazd obławę...

...Powróciłem po długich dniach z głową zwieszoną,
Czarny, chudy, milczący... z pustemi rękoma.
Obojętnie patrzyłem na twe nagie łono
I pod drzewem jak kłoda ległem nieruchoma.

I tyś patrzyła na mnie zdumiona i obca,
Jedząc czerwoną wargą soczyste owoce...
Lecz w noc, nie śpiąc, dumałaś u skalnego kopca
I ja, nie śpiąc, minione wspominałem noce.

Zeszliśmy się północą, z pod oka nawzajem
Patrząc na się, nie plotąc nagich ciał uściskiem.
Rano poszliśmy w leśny jar suchym ruczajem
I błądziliśmy długo czarnem uroczyskiem.

I nie mówiąc nic sobie, szukaliśmy, niemi,
Jednem spojrzeniem, gdzieśmy zakopali pęta?
Lecz nie mogliśmy, znaleźć poruszonej ziemi
I żadne z nas już ścieżki w puszczy nie pamięta.

Wróciliśmy z wbitemi do ziemi oczyma.
I długo w noc siedzili z głuchą próżnią w skroniach,
Wsparci o siebie wzajem nagiemi plecyma,
Z łokciami na kolanach, płacząc z twarzą w dłoniach.




Info icon 001.svg#licence info
Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1926. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1950 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1926 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1926 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false