Pokutnik

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leopold Staff
Tytuł Pokutnik
Pochodzenie W cieniu miecza, cykl Oblicza
Data wydania 1922
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy »Bibljoteka Polska«
Druk Zakłady graficzne „Bibljoteki Polskiej“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały tomik
Indeks stron

[ 44 ]POKUTNIK.



Z tykwą na kiju, w szarej włosienicy,
Przez czarne lasy i płowe ugory,
Do świętej, ojcze, przychodzę stolicy,
Ciągnąc za sobą swych grzechów wieczory.

Niespane, długie mych pożądań noce,
Wściekłe marzeniem o szalach rozpusty,
Wlokę za śladem swych stóp po opoce,
Jako zrywane w śnie z jej ciała chusty.

W piersi swej miałem bezsenności kaźnię,
Gdzie serce wiło się wśród mąk i zgrzytu
W pożodze, która pali wyobraźnię
Głodem dzikiego wiecznie niedosytu.

Poiłem sny swe pełną jadu czarą,
Trucizną mętów czarną i przeklętą,
Byłem rozwięzłych widm dziką pieczarą,
Gdzie czarownice święcą chutne święto.

Byłem zamkniętą parnej żądzy wieżą,
Gdzie ciało sabat odprawia nagości
Ponad zawrotną obłędu rubieżą,
Pełną czerwonych róż, czaszek i kości.


[ 45 ]

W krwi rozkiełznanej kipiącym potopie,
Co szkarłatnemi mózg zalewa bluzgi,
Samotność była ćwiekiem w mojej stopie,
Pletnią katowską bezlitosnej rózgi.

Aż, nad krawędzią przepaści zawisły,
Strachem zbudziłem się i przerażeniem,
Że mnie wszeteczne opętały zmysły
I czeka piekło z wiecznem potępieniem.

Księcia ciemności podstępna obłuda
W jarzmo zatraty wprzęgła moje chucie:
Grzech w słodkie ciała przystroiła cuda,
Abym w uciesze żył i bezpokucie!

Ojcze, pod pieczę twej pasterskiej laski,
Która rozkwita przebaczenia kwiatem,
Uciekam, żebrząc odpuszczenia łaski,
Wzgardziwszy życia rozkoszą i światem.

Idąc, raniłem o głazy i ciernie
Nagie swe stopy; spalonej swej wardze
Pić nie dawałem przy chłodnej cysternie,
Aby zapomnieć w męce to, czem gardzę;

Aby zapomnieć płomienne godziny,
Czerwone, jako miłosne przysięgi,
Noce namiętnych pożądań i winy,
Co w moc mnie dały straszliwej potęgi!


[ 46 ]

Lecz róże polne, gdym spoczął strudzony,
Płacząc gorzkiemi łzy w żalu i skrusze,
Płonęły jako jej ust kwiat czerwony,
Co w czarną przepaść wtrącił moją duszę.

Lilje najbielsze w kościelnym ogrodzie,
Gdziem padał, pielgrzym, u progu ze strachem,
Złocąc się w słońca pobożnym zachodzie,
Woniały słodkim jej ciała zapachem.

Zboże, co płowe na wietrze się kłoni,
Lśniło, jak włosów jej grzywa rozwiana;
Różowe, krągłe owoce jabłoni
Jako jej gładkie wabiły kolana.

Białe na strzesze słomianej gołębie,
Były jak piersi jej, skarbce pieszczoty;
Szyje łabędzi odbitych przez głębie
Jako jej ramion śnieżyste oploty.

Tysiącem ponęt, pastwą nocnych rojeń,
Sny me nęciła jej zawrotna krasa,
Obietnicami otchłannych upojeń,
W których zachwycie pamięć świata zgasa.

W perłowej muszli boska ciała perła,
W grocie kwitnącej róż stęsknieniem cichem,
Bez królewskiego płaszcza i bez berła,
Króluje cudnej nagości przepychem.


[ 47 ]

W święto żądz w pełnem róż i ciała łożu,
Na pocałunków żarłoczną biesiadę,
W przystań swych objęć na rozkoszy morzu
Wołała ciało me od głodów blade.

Najdroższem życia winem, krwi nektarem,
Bezcennym modrych żył klejnotem szczodra,
Chciała mnie spowić włosów swych pożarem,
Okuć w ramiona najsłodsze i biodra.

W omdlenia szału, w obłędne uściski,
W drżeń niewysłownych niebiańskie rozkosze,
Kusiła cudem swym, co był mnie bliski,
Jak ust mych słowo to, którem ból głoszę.

Tak bliska była, naga i gorąca,
Studnia upojeń, wiedza szczęścia błoga,
Radość wszechmocna bez kresu i końca...
Lecz mnie strach napadł okropny i trwoga!

Z rozpacznej grozy nieprzytomnym krzykiem,
Pięśćmi zakrywszy przerażone oczy,
Wśród trwóg, co węży ścigały mnie sykiem,
Po różach, które spadły z jej warkoczy,

Uciekłem smagan biczami sumienia,
Sieczony śmiechów szatańskich rózgami,
Przed strasznem widmem mego potępienia,
Skrapiając ziemię płomiennemi łzami...


[ 48 ]

I oczy palą mi łzy nieprzytomne,
Padam i w prochu tarzam się i płaczę...
Każdy jej ciała przesłodki czar pomnę,
A jam nie wgardził! I już nie zobaczę!

Wzgardziłem życia najcudniejszym darem,
Precz go rzuciły me ręce szalone
I jęczy rozpacz ma skruchy bezmiarem,
W żalu za grzechy me niepopełnione!




Info icon 001.svg#licence info
Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1926. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1950 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1926 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1926 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false