Page:Staff - W cieniu miecza.djvu/45

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


W krwi rozkiełznanej kipiącym potopie,
Co szkarłatnemi mózg zalewa bluzgi,
Samotność była ćwiekiem w mojej stopie,
Pletnią katowską bezlitosnej rózgi.

Aż, nad krawędzią przepaści zawisły,
Strachem zbudziłem się i przerażeniem,
Że mnie wszeteczne opętały zmysły
I czeka piekło z wiecznem potępieniem.

Księcia ciemności podstępna obłuda
W jarzmo zatraty wprzęgła moje chucie:
Grzech w słodkie ciała przystroiła cuda,
Abym w uciesze żył i bezpokucie!

Ojcze, pod pieczę twej pasterskiej laski,
Która rozkwita przebaczenia kwiatem,
Uciekam, żebrząc odpuszczenia łaski,
Wzgardziwszy życia rozkoszą i światem.

Idąc, raniłem o głazy i ciernie
Nagie swe stopy; spalonej swej wardze
Pić nie dawałem przy chłodnej cysternie,
Aby zapomnieć w męce to, czem gardzę;

Aby zapomnieć płomienne godziny,
Czerwone, jako miłosne przysięgi,
Noce namiętnych pożądań i winy,
Co w moc mnie dały straszliwej potęgi!


41