W mroku

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leopold Staff
Tytuł W mroku
Pochodzenie Dzień duszy, cykl Przez mrok
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia Polska B. Połonieckiego / E. Wende i Spółka
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów, Warszawa
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały tomik
Indeks stron

[ 64 ]W MROKU.



Hej! wicher wyje, a las zwiędły ginie,
Cichy krok śmierci słychać w uschłej trawie...

...Chłop się powiesił w opuszczonym młynie...
Dziewczyna dziecko utopiła w stawie...

Zmarzłe żebractwo jęczy u mej przyzby,
Ale nie wyjdę z swojej pustej chaty...
Starą pamiątkę, spłowiały gobelin,
Na ścianach swojej rozwiesiłem izby,
Nie by przypomnieć miniony, bogaty
Przepych, co dzisiaj zszarzał, lecz bym szczelin
I szczerb nie widział, które w szarym murze
Wykrusza wicher chłostą bezlitosną,
By mi mógł gwizdać w ucho: »Zwiędły róże,
A konający wciąż tęsknią za wiosną!«
Bo nie chcę widzieć, jak przez wązkie szpary,
Które wygryza zimny gniew cierpliwych
Kropel dżdżu, wpada dzień słotny i szary
I płacz drzew żółtych, co duszę oblata
Rozpaczą istot umarłych, nieżywych,
Z oddechem grobów myśli moje brata,
Z łkającym jękiem przysiada w szczelinie

[ 65 ]

I w obłąkanej zawodzi obawie:
Chłop się powiesił w opuszczonym młynie...
Dziewczyna dziecko utopiła w stawie...

Zżółkłą gałęzią schorzałej zieleni
Uderza jesień chmurne moje czoło.
A nad topielcem wicher wodę pieni,
A nad wisielcem krąży kruków koło...

Smutek, tkacz czarnych mygu i bezsennych
Nocy, wyucza mię piosnek więziennych
I przypomina mi klęsk moich dzieje...
Hej I jak się wicher opętany śmieje!...
...Przez mórz umarłych ogłuchłe odmęty,
Z dalekiej drogi płyną me okręty...
Po fali czarnej, nieruchomej gładkiej
Trupów przywożą me żałobne statki...

A raz mi ludzie jasną wieść przynieśli,
Że wielkie idzie na świat Zmiłowanie,
Że pokój idzie po szumiącym łanie...
Mir niesie prorok pogodny, Syn Cieśli...

A statek wraca po długiej wyprawie
I wiezie trupy po głuchej głębinie...
A dziewka dziecko utopiła w stawie
A chłop powiesił się w odludnym młynie...

A ci, co w pracy i męce się trudzą,
W łachmanach muszą iść pod strzechę cudzą...
A ci, co padli w zwątpieniu, nie wskrześli...
A śpiący w smutku — w rozpaczy się budzą...
Proroku blady, smutny Synu Cieśli!...


[ 66 ]

Jak drzewa płaczą strwożone śmiertelnie,
Jak wicher wyje... Chociaż jam tak szczelnie
Zasłonił okna i szczeliny ścienne,
Widma wcisnęły się do mnie jesienne...
Z pooranemi twardym bólem czoły,
Ze zwieszonemi dłońmi stają przy mnie,
Przeziębłe, sine dygocą na zimnie
I swe głębokie, czarne oczodoły
Wlepiają we mnie... Kiedy jesień wymnie
Liść dłonią wichru i błotem go skala,
To liść tak płacze i tak się użala
Niemem milczeniem zniszczenia, jak one...
Lecz ja nic nie mam dla was, umęczone
Duchy, co w dom mój wchodzi de bezludny.
Jam, jak wy nędzny, bezsilny i brudny,
Próżno ku sobie przywołuję spokój...
Proroku smutny i blady, prorokuj!
Czary skalanych dusz miłością oceń,
Zmyj łzą, niech błysną blaskiem cudnych złoceń.
Podnieś raniący stopy, twardy kamień
I pocałunkiem Twych ust w chleb go zamień...
Dlaczego po nas Twoja łódź nie płynie?
Odzie dla tonących miejsce w Twojej nawie?...
Czemu chłop w pustym powiesił się młynie
A dziewka dziecko utopiła w stawie?...

Prośba, żebraczka z wyciągniętą dłonią,
Matka pokory mej zgarbiona, chuda,
Wyszła przed próg mój z pochyloną skronią
I wyczekuje cicho, nie na cuda,
Ale na skromną jałmużnę pogody...
Bo już do chaty mej zajrzały głody,
Dusza ma kona... Dawniej me wspomnienia
Jasne schodziły przed wrota mej strzechy,

[ 67 ]

A prośba moja, w łachmanach odzienia,
Łzą wypraszała mi od nich uśmiechy,
Którymi żyła dusza... Dziś wichura
Już je wygnała i jesień ponura...
Nie wrócą... Prośba moja Ciebie czeka
Proroku blady, cichy... Czy daleka
Chwila, gdy będziesz obok mnie przechodzić
I dasz mi światła jasnego jałmużnę?
A jeśli będzie me czekanie próżne?
...Raz miał zły ojciec dzieci swe zagłodzić...

Dusza ma czeka, lecz przed memi wroty
Przeciąga tylko głuchy płacz tęsknoty
I wicher wyje a las zwiędły ginie,
Cichy krok śmierci słychać w uschłej trawie...

...Chłop się powiesił w opuszczonym młynie.
Dziewczyna dziecko utopiła w stawie...




Info icon 001.svg#licence info
Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1926. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1950 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1926 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1926 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false