Kłamstwo o męce

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kornel Makuszyński
Tytuł Kłamstwo o męce
Pochodzenie Połów gwiazd
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia H. Altenberga
Druk Drukarnia „Słowa Polskiego“
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały tomik
Indeks stron
[ 253 ]

KŁAMSTWO O MĘCE



...Twój list ostatni pieśń mi bałamutną
Śpiewał, o szyby okien bijąc płaczem,
Żem usiłował twarz uczynić smutną;
Twe łzy, jak ptastwo za ślepym puhaczem
Leciały z duszą mą... Mam twarz jak płótno,
Białą od tęsknot niewiadomo za czem.
Twój list mi w rękach łkał i tak zdradziecko
Do rąk się tulił, jak spłakane dziecko.

Ty listów płakać nie ucz! Znam te posły,
Które udają, że je rozpacz wiodła,
I że anielskie tu ich skrzydła niosły.
Słoneczne w łodzi poskrywawszy godła
W morze łez biją skrwawionemi wiosły,
A w żagle dmie im śmierć, z przerażeń podła.
Lecz kiedy piersi rozkrwawią kotwicą,
W twarz biją, oczy rażąc błyskawicą.

Więc ciebie męka żre?! A cóż mnie o to!
Chcesz nad Chrystusa być i jego mękę

[ 254 ]

I za nic ważysz aureoli złoto?
Chrystus od krzyta mógł oderwać rękę,
Lecz oszalały był swych mąk tęsknotą,
I mówił światu szeptem ust podziękę
Za tę rozkoszy rozkosz, co mózg toczy...
A ty bryznęłaś mi krwią w dobre oczy!

Twój krzyk mi wszystkie echa zbudził w domu,
Którem ja z trudem uśpił słów słodyczą,
Albowiem łkały wszystkie, choć nikomu
Zła nie czyniłem. Teraz łzami krzyczą
I piersi sobie ranią pokryjomu
I niewiadome jakieś krzywdy liczą,
I jakieś czynią nademną narady,
Żem od śmiertelnej trwogi jak śmierć blady.

Mękę rzuciłem tobie w pierś?? Przez Boga!
Jam ci chciał przecie światło zlać na głowę,
Przez mękę bowiem jest słoneczna droga:
To wiem, bom sprawy śledził chrystusowe.
I chociaż we mnie szalała pożoga,
Męki ci wiecznie wymyślałem nowe,
Którem ci potem dniami słał i nocą —
A ty mnie wleczesz dziś na sąd! — I o co?!

Bóg rozkołysał wszystkie swoje dzwony,
Aniołom kazał bić we wszystkie serca,

[ 255 ]

A płaszcz mu słońce podało czerwony,
Aby siał trwogę, czynów swych szyderca.
Więc ty na sądy aż przed takie trony
Z męką chcesz swoją iść... Aż do kobierca,
Który rzuciły płatem w dal niebiosy?!
— Idę, lecz ciebie będę wlókł za włosy.

Ja z własnych ramion ci stawiłem krzyże,
Byś mogła białą swą krzyżować duszę;
ja na męczeńskie cię wywiodłem wyże,
Chytrze udając złe Faryzeusze,
Kiedym ci w oczy pluł... Anioły chyże
ja zwoływałem, by ci się katusze
Anielskie zdały. I ja darłem szaty,
Kiedym już twoją męką, był bogaty.

Więc czemu dzisiaj płaczesz krwią, przy drodze
jak żebrak siadłszy, kędy nikt nie chodzi?
Czy myślisz może, że ja tędy chodzę
W pustkowiu dumać jak w samotnej łodzi?
Och!... jeśli kiedy koniom puszczę wodze,
A krew mi brytnie z pod kół, z tej powodzi
Co jest z zachodu słońca i twych powiek, —
Rzucę ci uśmiech, — miłosierny człowiek.

Śmiech ten jak piorun oczy ci wypali,
A rozkosz ślepców wielka jest, albowiem

[ 256 ]

Te widzą rzeczy, które są w oddali
Oczom niewidne. Więc cię darzę zdrowiem,
Wiercąc ci oczy spojrzeniem ze stali!
Przeto nie ciśniesz we mnie klątw ołowiem,
Bom był litościw i odjeżdżam w wieczność!...
Ty ze mną?!... Cóż na podróż masz?... Słoneczność?!

Rzuć w śmietnik garstkę tęczowych rupieci,
Z których jest tysiąc twoich mąk. Niech niemi
Bawią się chore w snów gorączce dzieci.
W mękę zapadnie, kto je weźmie z ziemi,
Myśląc, że słońce padło i tak świeci...
Rzuć je, miast usty całować drżącemi,
I choć za cenę żywota ich nie dasz —
Rzuć je! Mam tysiąc szkiełek tych na sprzedaż.

...Nie, to nie podłość! To jest ta nauka,
Która ma oczy z męki już wyżarte,
Więc już po mlecznych drogach mąk nie szuka,
Krwią poplamiwszy ksiąg swych każdą kartę.
Rozpacz ją toczy, więc tam chytrze puka,
Gdzie znajdzie serce jeszcze w proch niestarte,
Jak było twoje... i zaciąwszy szczęki,
Rozkosz mu kłamie, biorąc je na męki.

Aktor zły jestem, bo w ostatnich słowach
Odkryłem kłamstwo mej męczeńskiej roli.

[ 257 ]

Dusza mi była gdzieś na gwiezdnych łowach,
Więc nie dojrzałem, żem bez aureoli
I żem już nie jest Prometej w okowach.
Twarz pokazałem tobie mimowoli...
Więc zacznę znowu tragedyę o męce:
Już cię za włosy moje wloką ręce.







Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1925. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1949 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1925 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1925 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false