Czytanie

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kornel Makuszyński
Tytuł Czytanie
Pochodzenie Połów gwiazd
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia H. Altenberga
Druk Drukarnia „Słowa Polskiego“
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały tomik
Indeks stron
[ 281 ]

CZYTANIE



Księgę przed sobą mam, a w niej stronice
Czekają białe i dziewicze, smutno
I blade ku mnie wychylają lice,
Abym je stroił jako malarz płótno.
A czasem którąś spalą błyskawice,
A inna piosnką moją bałamutną
Tak się upoi, że potem różowa
Za krzewy rymów wstydliwie się chowa.

A czasem któraś płacze. I o dziwo!
Wszyscy jej bieżą otrzeć jasne oczy:
Chrystus rzuciwszy z nenufarów żniwo
Marya z Magdali, cicha, na uboczy,
Loreley, włosy nałożywszy krzywo,
Heine z pod skały i nimfy z roztoczy,
Płynąc po fali tej błękitnej wstążki,
Co jak Ren pośród mojej płynie książki.

O, Lorełey! Tak cicho jest dokoła,
Pod skałą pjany chrapie mocno Heine,

[ 282 ]

I tylko rybak na rybaka woła;
Ktoś śpiewa cicho: Fischerin, du kleine...
W dali błędnego dojrzałem Anioła,
Który na pola schodzi urodzajne
I liczy, we mgle sinej cały siny,
Jakie Bóg w rok ten weźmie dziesięciny.

...Czytajmy... miłość za tłumacza będzie,
Cisza nam będzie z naszych ust kraść słowa.
Kwiaty wyrosną cudne jak na grzędzie
Z kart księgi cichej; słów nam się połowa
Utopi we łzach, a z łez się uprzędzie
Tęcza nad głowy nasze kolorowa.
Czytajmy... blask się pośród liter wije,
Jakby wśród kwiatów pełzające żmije.

Ktoś umarł w książce tej. Wśród kart jak w trumnie
Lśni dziwnie próchno słów i duszy próchno,
Która swój żywot wiodła zbyt rozumnie.
Odwróćmy kartę, bowiem trupy cuchną,
Choć wiodły żywot jako króle dumnie.
Prędzej, bo rymy nagle wszystkie głuchną,
Gawiedź ciekawa i wzrokiem mnie wierci,
A jam niewinien przecież jest tej śmierci.

Z bogactw żywota dusza ta umarła,
I z pragnień, które niespełnione, bolą,

[ 283 ]

Chociaż z wnętrzności własnych swych wydarła
Wszystko, co było jej pokładów solą,
Do stóp rzucając drogich. Rdza ją zżarła,
Bowiem śmierć była jej pisaną dolą,
Nie błyskawicą na bożem przeźroczu,
Lecz śmiechem w głębi jakichś czarnych oczu.

Czytajmy... Powieść o tem jest wesoła,
Jak gra minstrelów pjanych na gitarze.
Pióro wyrwane ze skrzydeł anioła,
Co się po pustym błąkał pól obszarze,
Więc słowa krwawią. Rozpacz jest z kościoła,
W którym Bóg umarł, a w gruzach ołtarze.
Słodycz jest z ust twych, z zatrutego zdroja,
A jad z twych oczu, o najmilsza moja!

Klątwa tej księdze! Och! zejdźmy do prozy,
Bośmy na piękność skonać dziś gotowi,
My, kwiaty chore, mistrze cudnej pozy,
Dlatego chorzy, że zanadto zdrowi.
Niechaj zajadą dwukoliste wozy,
Rumaki nasze równe płomieniowi:
Żal, rozpacz, miłość, cynizm i męczeństwo,
I w konie! Dokąd? — Na nowe szaleństwo.







Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1924. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1948 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1924 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1924 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false