Page:Umiński - Wygnańcy.djvu/17

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


bardzo prosto. Ażeby się kochać, trzeba przedewszystkiem mieć wolną myśl i czas, dużo czasu! Jego głowa zaś jest podobną do fabryki, gdzie od rana do wieczora zgrzytają piły, dudnią maszyny i walą młoty. Miłość to pasorzyt, który obiera sobie miejsce pobytu w pulsujących nadmiarem krwi sercach i otłuszczonych mózgach, ludzi zdrowych, nie zaś w takich jak on, wyciśniętych cytrynach. Nie można więc wmawiać w innych tego, czego się nie czuje samemu. Postąpił z kasyerką, jak podchmielony lowelas, a teraz, zamiast ją przeprosić, chce grać dalej nieuczciwą komedyę. Przecież nie ożeni się, bo i po co? Żeby skazać na nędzę siebie i kobietę, która mu zaufa? żeby rzucić na rynek kilka par rąk, albo kilka mózgów! Taki szalony krok mogłaby usprawiedliwić tylko miłość; a jego na nią nie stać, popełniłby tedy świństwo, nic więcej!

Czyniąc sobie ostre wyrzuty, pan Stanisław wziął się do pisania, a raczej do ustawiania szeregu szablonowych zdań, które stanowią całość, zwaną listem handlowym. Ta automatyczna praca nie przeszkadzała mu rozmyślać pomiędzy jednym a drugim frazesem, a nawet marzyć.

Załatwiwszy się z korespondencyą, rozłożył księgi buchalteryjne i z gorączkową niecierpliwością zaczął przerzucać kartki. Od dwóch tygodni pracował nad bilansem rocznym i spodziewał się ukończyć go dziś albo jutro. Na pośpiechu zależało mu bardzo, głównie dlatego, że otrzymywał zawsze gratyfikacyę. Fabryka powiększała obrót, spodziewał się więc dostać więcej, aniżeli w ubiegłym roku.

9