Page:Staff - W cieniu miecza.djvu/51

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


I byłem szczęśliw, jak noc księżycowa,
Żem jest i piękność jej jest na tej ziemi,
Słodka jak wino i jak wiosna nowa...
Aż sen mi oczy tknął usty niememi. —

A rano czarny od nocnego spania,
Stawiając poprzód ciężko stopę twardą,
Szedłem, gdzie biała trwożyła się łania...
A ona w pierś mnie uderzyła wzgardą!

Wstręt swój, jak popiół, cisnęła mi w oczy,
Twarz zesmagała nienawiści biczem!
Ale-m ja nie jest ten, który wstecz kroczy,
Ale-m ja nie jest ten, co wraca z niczem.

Szaleństwo serce mi jako dzban stłukło,
Krew w skroń skoczyła... bo krew była w dzbanie!
Zgiąłem ją w rękach niby trzcinę smukłą,
Opór złamałem, jak pręt na kolanie.

W oczach mi gwiazdy zwichrzyły się złote
Z kwieciem jej oczu i ust pianą białą...
Oblęd rozkoszy-m kupił za tęsknotę,
A za krew wroga jej najsłodsze ciało.

Gorącą nagość jej i śnieżną krasę
Piłem swem ciałem, jak wargą całunek.
Ogniem się chłodzę i głodem się pasę
I szukam ust jej, nowych żądz zwiastunek.


47