Page:Staff - Tęcza łez i krwi.djvu/52

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Zraniona w swojej godności wspaniałej:
O sobie nie stanowi!
W samopoczuciu sobą władne,
Miasto bezsilne dziś, bezradne!
Zgwałcone w swojej woli.
Pośród upokorzenia mąk,
Spada do sprzętu roli,
Przechodzi z rąk do rąk!


Ludność bez władzy i opieki,
W trwodze i niepokoju...
Jawią się jakieś włóczęgi, kaleki
Dwuznaczne, o nieznanej twarzy...
Więzienia zostały bez straży...
Lud lęka się gwałtów, rozboju...
Rodzą się podejrzenia zdrady,
Spisków uknutych w tajnej zmowie,
Poszepty czarne, głosy krucze...


Naprzeciw wyjechali już miasta ojcowie,
By wejść w układy,
Wręczyć grodu klucze...
Mają być wzięte z miasta zakładniki...
Wydano rozkaz na wolę-niewolę,
Zabić strychowe okna i dymniki...
Wnet wkroczą pierwsze patrole!

48