Page:Staff - Tęcza łez i krwi.djvu/53

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


„Ku hańbie przypominać ten dzień będą wnuki!“
Twarze mieszkańców nieme, przybite, zgnębione
Serca w bezsilnym swoim buncie poniżone,
Dusze zdeptane, szare i głuche, jak bruki.

A w górze, w górze na szczycie ratusza,
Błyska pod niebem zatknięta
Chorągiew biała, na te krwawe święta
Niezaszczytnego boju!
Oto, jak miasta dusza,
Wiotka i chwiejna powiewa!
Zda się, gołąb pokoju
Ostatni odlata!
Nad tonącym okrętem unosi się mewa!

Nie! W wietrze, co dziś wieje duchem czasu z świata,
Ta chorągiew wzniesiona na najwyższe ostrze,
Gdy na błękitach powiew ją rozpostrze,
Jest — na okole zewsząd widna całe —
Jako w dziennikach owo „miejsce białe“,
Co, świecąc plamą, myśli wyjawić niezdolną,
Jest tem najwymowniejsze, czego rzec niewolno...



49