Page:Staff - Tęcza łez i krwi.djvu/49

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Tłum kłębi się przewałem czarniawej lawiny,
Oblega sklepów i księgarń witryny,
Kędy na mapach barwne chorągiewki
Znaczą ostatnie ruchy wrogich armji
I zapał krewki
Żywymi spory karmi.

Choć prze wciąż wyżej grozy fala.
Opór podnieca i zapala.
Niepokój, krzywda, strata wzmaga
Nienawiść... Dźwiga się odwaga...
Miasto zacina się w swej duszy,
Rośnie zuchwałość w niem, hardzizna;
Nic go nie ugnie, nic nie skruszy,
Ni brak żywności, ni drożyzna,
Klnie niedowiarki, gromi sobki:
„Bierz czart wygody i zarobki!“
Najazd oburza!
Mściwość gniew jątrzy i podwaja,
Zgiełk, tętent, turkot zamętem upaja,
Huk oszałamia i odurza...
Dusza odwetem płonie zbrojna:
Więc Wojna!

A o potędze jej grozy
I o ofiarach świadczą nieustannych
Ciągnące gęsto sanitarne wozy,

45