Page:Staff - Sady.djvu/34

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Toć człek-by w dłoń pochwycił cep
I troskę kuł a kuł przez łeb!
Ha! trosko, zła kumo i twarda macocho!
A przecieżem tobie pracował nie płocho,
A przecie toż codzień nie czułem i krzyży,
A znikąd nie lepiej, choć śmierci wciąż bliżej.
I cóż mi ten wywczas w chałupie za ławą,
Gdy słota przemierzła, markotno, niemrawo
I drzewa wśród sadu truchleją i mokną,
Gdy patrzę bezczynnie na pole, przez okno...



II.

 

W mgle i słocie cały świat,
Człek-by jął się czegoś rad.
Jesień gnusi się nieszczęśnie,
Gdy u chłopa, jak stal, mięśnie.
Dzień omdlały, senny, szary,
Gdy u chłopa, jak mur, bary.
Odrętwiałość na wieś padła,
Chociaż dłonie, jak te radła,

28