Jump to content

Page:PL X de Montépin Żebraczka z pod kościoła Świętego Sulpicjusza.djvu/584

From Wikisource
There was a problem when proofreading this page.

żego, gdzie przyszłam się modlić za mojego męża, jak pani również za swego. Było to w przed dzień bitwy pod Montretout. Bóg wysłuchał natenczas próśb twoich pani, Pan Rollin żyje!
 — Tak, żyje...
 — Ach! jakżeś pani szczęśliwa! Mój Paweł umarł — mówiła Joanna, pochylając głowę. — Był dla mnie tak dobrym, tak go kochałam i Bóg mi go zabrał!
 — Lecz przypominam sobie — zaczęła Henryka — że pani natenczas znajdowałaś się w poważnym stanie?
 — Tak, wkrótce zostałam matką dwóch małych bliźniaczek.
 — Żyją obie?
 Joanna wybuchnęła łkaniem.
 — Och! czyż ja wiem?... czyż ja wiem? — Wołała. — Jest to bardzo bolesna i straszna historya! Gdybyś pani wiedziała... gdybyś ją znała!...
 Tu nieszczęśliwa przerwała, zalewając się łzami.
 — Joanno! — zawołała Henryka z współczuciem, biorac ją za rękę — cieszę się żem ciebie spotkała, chcę poznać wszystkie twoje strapienia, wszystkie smutki, wszystkie twoje męki. Co tylko będzie zależało odemnie uczynię, ażeby cię pocieszyć, wszak nie w tej chwili i nie w tym miejscu wynurzysz się przedemną. Powiedz mi, czy będziesz mogła wydalić się ztąd skoro ci się podoba?
 — Tak, pani. Jestem zupełnie wolną.
 — Przyjdź więc do mnie.
 — Nie przyjdę, przybiegnę.
 — Ale przedewszystkiem w rannych godzinach.
 — Będziemy widywać się często, pani.
 — Jutro przychodź o dziesiątej. Będę na ciebie czekać.
 — Tak pani.
 — Będziemy teraz widywać się często i liczę na to.
 — Dziękuję pani. Będzie to dla mnie wielki zaszczyt. Chciałabym podziękować za twoją dobroć i opiekę.
 — Nie ma za co dziękować — rzekła Marya-Blanka. —