Page:Lechoń Rzeczpospolita Babińska.djvu/73

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


WIERSZ O ZŁEJ ŻONIE

„Prof.“ Strońskiemu

Jak biedna Polska Polską, od królowej Bony,
Jeszcze nigdy mąż zacny nie miał takiej żony:
Wszędobylskiej, szastalskiej, jak przekupka kłótnej,
Nudzi cię, kiedyś wesół, męczy, kiedyś smutny,
Jeżeli co zamknięte — to każe otworzyć,
Dziw, że takich lat pięknych mógł mąż przy niej dożyć, —
I myślę, że napewno, jak Paryż Paryżem,
Jeszcze takiej nie widział, jak ta: — z „Białym Krzyżem“.

Nie dość było hotelu, służby w pałąk zgiętej,
Wszystkich księży z Warszawy, całej Zyty świętej,
Ba, samej Kotarbińskiej Lucyny poddaństwa —
To dla niej fraszka! Ona Naczelnika Państwa
I stany sejmujące i ministrów w kupie
Za nic ma. Kręci Polską, niby łyżką w zupie.
Nic, że klucze zabrano, we drzwiach niema klamek,
Każe przynieść wytrychy, a wejdzie na Zamek,
Myślicie, na tern koniec? Trzaśnie w kark małżonka
I którędy królowa Anna Jagiellonka,
Sunie ona — a za nią i On skromnie bieży;
„Módlcie się“ — woła „Kurjer" — „białym krzyżem leży“.

Na całym świecie niema tak wielkiej potęgi,
Coby mogła ją wstrzymać od „przecięcia wstęgi“:
Na rybacką, strażacką, warzywną czy rolną,
Gna na każdą wystawę, gdy ma chwilkę wolną:
Gdy chora, z wszystkich aptek sprowadzi lekarstwa,
Łodzią z „Wumu“ przejeżdża na „Sto lat malarstwa“ —
Źle, prawda, gdy się komu nie chce w pracy ślęczyć,
Lecz ta — wstaje o szóstej, aby naród męczyć.


— 71 —