Page:Lechoń Rzeczpospolita Babińska.djvu/63

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


OBELGI

 

Paderewski, Kubelik, nawet Battistini —
Nikt w Polsce nie posieje Świętej Zgody ziarna;
Gdy odejdzie czerwona, przyjdzie sotnia czarna,
Lenin wyrżnie nas wszystkich i zgodę uczyni.

Gdyśmy wszystkie już przeszli polityki kursa,
Jeszcze każdy z Ojczyzną wywija kuranty,
I kobićty od Zyty wołają: „Korfanty!“
I wnoszą go w triumfie na rękach do Lourse’a.

Dziś jęczym, jak pod knutem, pod panem Thuguttem,
Co coraz się rozwściecza przez endeckie szczucie
I orły chciałby w pióra przystrajać thugucie:
Nasz Marat z Pipidówki cisnął w słońce butem.

Gdy gdzieindziej narody naprzód pędzą kłusa,
Sarmacki partykularz trawi marny gulasz —
O, panie Filipowicz! Wiemy, czemu hulasz,
Nie takim się w Warszawie stawia łuk Tytusa.

Wasi lewi Bismarki z anemicznem liczkiem,
Demagogi odważne, nim nie zagrzmią działa:
Stroić fochy Fochowi — oto mądrość cała!
Niemcy na nas z armatą, wy na nich z — nocniczkiem.

Nie zrobią i w Paryżu z naszych Dmowskich ryżu,
I dmą się po dawnemu śród tłuszczy okrzyków —
Przyjedzie z Paderewską hodowla indyków,
Co tylko przez odległość nabrały prestige’u.


— 61 —