Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/73

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Milcząc spoglądał Jedonja na obcego. Bez słowa, niemy błagał go po raz ostatni. Lecz oko Jehiela odwróciło się.

Wtedy starzec zbliżył się do brzegu dachu. „Milczcie“, zawołał, „milczcie wszyscy! Ja, Jedonja, naczelnik wasz, chcę do was przemówić. Słuchajcie mnie, żydzi z Jeb! Oto ten człowiek, posłaniec z Jerozolimy, Jehiel bar Obadja, z szczepu Sefatja, z Betanji, ten człowiek przybył do nas, posłany przez arcykapłana i przez Radę Jerozolimy. I w imieniu arcykapłana i Rady świętego miasta i w imieniu ustawy ogłasza nam, że nie powinniśmy więcej smucić się zburzeniem świątyni naszej. Mamy włożyć szaty świąteczne, powiada, mamy namaścić się i pić i ucztować i pójść do kobiet naszych! Oto rozkaz sędziów naszych, arcykapłana i Wysokiej Rady w imieniu ustawy! Ale, powiada: świątyni naszej nie wolno nam odbudować i nie wolno nam kłaść kamienia węgielnego do naszej świątyni! Bo taką jest nowa ustawa żydów: tylko w samej Jerozolimie może stać świątynia Jahwy i tylko tam ołtarz jego — zresztą nigdzie w świecie — dlatego że kapłani Chnuba zburzyli świątynię naszą — dlatego właśnie mamy się teraz radować, powiada — gdyż to był występek wobec ustawy! I ustawa żydów w Jerozolimie zabrania wam wszystkich bogów — nie wolno wam