Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/72

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


co uczyniłeś. Bądź zbawicielem, o którym mówił Jezajasz: pozwolenie do budowy świątyni!“

Lecz Jehiel bar Obadja nie dał się wzruszyć. „Nie ja — ustawa zadecydowała!", odparł.

Jedonja uchwycił rękę jego. „Czyż nie widzisz, co to znaczy?“, krzyknął. „Syene zupełnie niepewna, może już w tej chwili jest w rękach egipcjan. Skoro twierdza nasza padnie, cała Tebais będzie w mocy wrogów! Śmierć króla potęguje siły ich — zrzucą jarzmo persów i zawładną całym Egiptem! To oznacza śmierć wszystkich persów — a równocześnie wszystkich żydów! Czy słyszysz, Jehielu, wszystkich, wszystkich mężczyzn i kobiet i dzieci! I moją śmierć, Jehielu i twoją! I grecy powstaną, którzy nienawidzą persów od czasów Kserksesa! Tu w Egipcie i w Jonji i w Lidji. Rozbijają państwo Persów, a wraz z niem zburzą Judeę i Jerozolimę! Daj pozwolenie — ocal to miasto, a wraz z niem własny kraj swój! Chodź ze mną, Jehielu, połóżmy kamień!“

Jehiel bar Obadja potrząsł głową.

„Ustawa tego zabrania!", odparł.

Nanowo wrzawa się odezwała, tym razem tuż pod domem. „Jedonjo“, wołali żydzi, „Jedonjo bar Gemarja! Naczelniku! Jedonjo! Zejdź! Śpiesz się! Połóż kamień węgielny świątyni!“