Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/71

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


w ręce, polecił niewolnikowi, który popędził w górę, by mu przyniósł rynsztunek.

Głos syna jego znowu go przywołał na brzeg dachu. „Egipcjanie przyłapali łódź“, wołał głos ten, „łódź, którą przysłał namiestnik. Lecz jeden z marynarzy fenicjańskich zdołał uciec; właśnie przeszedł przez Lwią Bramę! Przynosi wiadomość, że król umarł.

„Król umarł!“, szepnął Jedonja, „nasz pan, nasz opiekun, król Darjusz umarł!“

„Na Jahwę, Pana zastępów niebieskich, ojcze“, wołał dalej głos Machseji, „nie zwlekaj dłużej, połóż kamień węgielny. Buntownicy egipscy wiedzą o śmierci króla, czy nie słyszysz radosnych ich krzyków z świątyni Chnuba? Skorzystają z zamętu, zaatakują nas tej nocy jeszcze! Błagam cię, ojcze, zejdź na dół z człowiekiem z Jerozolimy, połóż kamień węgielny dla Jahwy, Boga naszego, który chroni miasto przed wszystkimi wrogami.“

Raz jeszcze Jedonja zwrócił się do Jehiela. „Czy możesz się wahać jeszcze?“, zawołał. Mówisz, że stoisz przedemną w zastępstwie arcykapłana i Wysokiej Rady Jerozolimy! Działaj więc w ich imieniu! Czy sądzisz, że oni by się wahali w tej chwili? Gdy wrócisz, opisz im, co tu widziałeś — sam Jahwe z ciebie przemówi! Zrozumieją to, zgodzą się na to,