Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/68

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


nam pozwolenie na budowę świątyni naszej — dlaczego wy go nam odmawiacie?“

Trzech ludzi pędziło schodami na górę, dwóch wojowników babilońskich i pułkownik perski.

„Artafernes mnie posyła!“, zawołał. „Mamy wiadomość, że żołnierze egipscy za miastem wyszli z kwatery swej. Zamordowali oficerów swych i zbierają się w lesie palmowym przy świątyni Chnuba. Masz bezzwłocznie zwołać ludzi swych i obsadzić silnie bramę swę i mur. Syn twój, Machseja, ma się trzymać na pogotowiu z dwustoma ludźmi; przed świtem ma się udać do kataraktów, obsadzić wyspy skalne, poświęcone boginiom egipskim Satis i Anubis.“

Jedonja wyprostował się: „Powiedz jenerałowi, pułkowniku Hornufis, że rozkazy jego będą spełnione.“

Pułkownik już miał odejść. „Każe ci też powiedzieć, Jedonjo“, zawołał jeszcze, „byś bezzwłocznie położył kamień węgielny świątyni swej. Żołnierze fenicjańscy i babilońscy podzielają trwogę waszą — połóż kamień, to im natychmiast doda otuchy!“ Wielkiemi skokami pobiegł schodami na dół.

Znowu zwrócił się Jedonja do człowieka z Jerozolimy. „Czy słyszysz, Jehielu“, rzekł, „czy