Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/53

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


z Jerozolimy, ty im zastępujesz Syon. Przyjm tylko zaszczyty i podarunki, które ci przyniosą: w tobie czczą kraj ojców swych.

Jehiel otworzył usta, lecz wrzawa na ulicach przygłuszyła słowa jego. Wybuchła tuż pod domem Jedonji, poszła dalej ulicą, wzrosła na rogu, popuściła nieco, znowu urosła, rozbrzmiała na trzech, czterech miejscach odrazu, coraz głośniejsza i dziksza.

„Czy słyszysz, Jehielu?“, pytał Jedonja. „Teraz wiedzą, żeś przybył — wiedzą, co nam przynosisz!“ Zbliżył się do brzegu dachu, nachylił się. „Czy to ty, Jozadaku bar Natan? — Powiedz ludowi, by przyszedł na miejsce, gdzie stała świątynia nasza. Powiedz im, by wszystko przygotowali i potem cicho tam czekali: przybędę niebawem z mężem, którego przysłała Jerozolima. Wszyscy go zobaczą jeszcze nocy dzisiejszej, owego męża, który przyniósł nam zbawienie!“

Odstąpił od brzegu, zwrócił się znowu do obcego.

„Zobaczysz, Jehielu, jak się lud cieszyć będzie. I nietylko my żydzi i babilończycy, fenicjanie i syryjczycy — wszyscy wojownicy twierdzy i żony ich i dzieci. Wierzą jak my, że z świątynią Jahwy cała twierdza jest bezpieczną. Żaden egipcjan nie jest dla niej groźnym, skoro tylko jedna stoi Masseba.“