Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/54

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Twarz Jehiela nabrała ponurego wyrazu. „Masseba —“ zaczął.

Lecz stary przerwał mu. „Wiem już, wiem. Ani Masseby, ani Aszery! Rozbili je w świątyni jerozolimskiej już przed dwustu laty, wszystkie słupy kamienne i święte pale. Tak samo jak palili konie i powozy, które królowie Judei ustawili przed bramą świątyni dla boga słońca. Tak jak zburzyli ołtarzy Ahaza na dachu i Manassego w przedsionkach. Jesteśmy bardzo oddaleni od Jerozolimy, my żydzi z Jeb — lecz nie myśl, Jehielu, że wskutek tego jesteśmy mniej przywiązani do Jahwy. Pragnęlibyśmy tak jak wy, by kult jego był czystym — aczkolwiek wymaga to nieco czasu, by odzwyczaić pobożny lud od prastarych wierzeń. Jehielu, w nowej naszej świątyni nie będzie już też Nechusztana, świętego spiżowego męża. Wiemy, jak wy, że skrzydlate węże są serafimami, stojącymi jako straż przed tronem Jahwy.“

Obcy potrząsał głową. „Jedonja bar Gemarja“, rzekł poważnie, „posłuchaj mnie. W Jerozolimie stoi wielka świątynia Jahwe i ona jedynie — “

Lecz znowu przerwał mu Jedonja. „Powiesi nam to wszystko, bracie, skoro będziesz stał na dole przed ludem! Wszyscy chcieliby cię słyszeć, począwszy od naczelnika wojsk, aż do ostatniego nie-