Filantropja

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kornel Makuszyński
Tytuł Filantropja
Pochodzenie Rzeczy wesołe
Data wydania 1922
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Druk Zakłady graficzne Instytutu Wydawniczego „Bibljoteka Polska“ w Bydgoszczy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały zbiór
Indeks stron
[ 57 ]

FILANTROPJA



[ 58 ] [ 59 ]Piękna pani, podobna do orchidei, która się ubiera u najdroższej krawcowej, piękna pani ze złotawym połyskiem oczu, z nogą nieco za grubą, piękna pani zawsze w przecudnych sukniach, zawsze w oberwanej halce i zawsze w przepysznej bieliźnie (niewiadomo gdzie człowiekowi zdarzy się rozbierać — któż to wie!?) — piękna ta pani ma męża od lat trzech i kochanków, od lat czterech.

Piękna pani tedy ma teraz również kochanka. Kochanek dla kobiety jest czemś koniecznie potrzebnem; zaprawdę że to nie paradoks. Gdyby Marynia Połaniecka miała była kochanka, powieść polska byłaby bardziej zajmująca, niż jest; ale Marynia Połaniecka kochała się w polskich żabach. Instytucja kochanków została legalizowana, termin się utarł i nic już na to nikt nie poradzi. Kobieta może być nawet uczciwa, — ale kochanka mieć musi. Może to być ostatniego rzędu idjota, kobieta będzie go ceniła mniej niż podartą pończochę, ale pójdzie do jego mieszkania. Jakto? Ta ma kochanka i tamta go ma, a ja mam być od macochy? Ten pali papierosy, ten zażywa morfinę, a uciemiężonej kobiecie nie wolno zaznać wzruszeń ukrywania się przed kamienicznym stróżem, jeżdżenia w zamkniętej dorożce, wyczekiwania w cukierni albo w kościele, uciekania tylnemi schodami? To jest romantyzm kobiecej duszy i jej poezja. Potem się mówi: och! co ta kobieta przeżyła! Nie żal jej będzie umierać...

A kiedy idzie ulicą, ludzie mówią: to jest ta, co ma kochanka.

Duma podnosi jej suknie na piersiach, chciałaby, by o tem wiedzieli wszyscy, oprócz męża naturalnie. [ 60 ]

Kobiety kochają się najczęściej w poetach i oficerach; pozatem we wszystkiem, co żyje. Można nieraz nie być poetą, ale nosić czerwony krawat w złote prążki, a to już wystarczy; „jaką on musi mieć duszę, jeśli dobiera kolorów tak subtelnych“ — mówi kobieta.

Zdarzają się jednak kobiety, które nie mają kochanków; to przecież jest paradoks. Nie chciałem temu wierzyć, ale mi mówił o tem przyjaciel mój, który potem, prosta rzecz, zwarjował. Optymizm wybujały jest chorobą taką samą, jak każda inna.

I piękna pani miała kochanka.

Dla pieniędzy?

Niech Bóg broni! Mąż miał majątek.

Kochała się w poecie?

Szaleństwo! Pfękria pani lubi, aby jej kochanek miał czystą bieliznę.

Wymarzyła sobie ideał?

Cóż znowu! Piękna pani nie daje się brać na cukry i kwiaty, a ideał to nie jest przecież złota bransoleta z rubinem.

Piękny był?

Wcale nie był piękny! Niech się nikomu nie zdaje, że kobiecie piękność męska zbytnio imponuje; byłaby to małoduszność. Kobieta ceni muskuły. Dlatego wielkie panie wychodzą za cyganów i za górali.

Rycerz to był, czy król?

Kobiety nie oślepia społeczne stanowisko; linoskoczek, król czy biskup — jest jej to wszystko jedno.

Któż tedy zbada, dlaczego w kimkolwiek kocha się kobieta. Kobieta nato nigdy nie odpowie wyraźnie.

A piękna pani kochała do szaleństwa.

Stało się raz, że ją mąż znalazł w objęciach osiemnastoletniego młodzieńca, który marzył o niej i o egzaminie z łaciny.

— Jezus! Marja! — krzyknął mąż.

Młodzieniec obrażony wyszedł, ukłoniwszy się z nonszalancją.

— To jest twój kochanek? [ 61 ] [ 62 ] [ 63 ]

Piękna pani miała w oczach godność obrażonej królowej.

— Zwarjowałaś?

— Nie! Wiem co robię!

— I to był twój kochanek!

— Tak!

Mąż, jak zawsze mąż, nie znał subtelności kobiecej natury. Więc się nie wściekł, ani nie strzelał, tylko stał mocno zaciekawiony.

— Moja droga, o jedno cię poproszę...

— Możesz mnie zabić, proszę. On był moim kochankiem.

— Nie o to idzie. Jedno mi powiedz...

— Pytaj.

— Moja droga... Jeśli już nie ja, to przecież było tylu innych, tylu innych. Mogłaś wybierać...

Piękna pani cofnęła się o dwa kroki w tył, jak pantera.

— Ty... ty... bydlę!

— Co takiego?

— Powtarzam ci: jesteś bydlę. Zwracam ci uwagę, że zniewagi nie zniosę.

Mąż, jak zawsze mąż, zaczynał być wesoły. Był bowiem na kochanka przygotowany, tylko nie na takiego.

— Ależ nie, — rzekł wesoło — nie o to idzie... Nie chcę cię obrażać. Powiedz mi tylko, co cię skłoniło do oddania się temu smarkaczowi? Kobieto! Oszalałaś! To przecież dziecko.

— Właśnie dlatego to uczyniłam.

— Jak? Nie dosłyszałem...

Piękna pani miała w oczach dwie łzy i dwa pioruny.

— Właśnie dlatego to uczyniłam. Dlatego, że to dziecko. Uczyniłam tak, jak mi nakazywało sumienie.

— Co ci nakazywało?

— Sumienie!

— Usiądź moja droga, to zaczyna być ciekawe.

— Będę stała. Proszę się nade mną nie litować.

— Więc ci nakazywało sumienie?

Piękna pani uderzyła silnie w klawisze. [ 64 ]

— Tak... Za brutalny jesteś, abyś to pojął. Oddałam mu się, aby go ratować. To dziecko nie zna życia i brudu... ! brud byłby go pochłonął... Czy słyszysz? Brud byłby go pochłonął...

— Nie krzycz tak... rozumiem.

— Nieprawda! Nie rozumiesz! Ocalić go chciałam, przed tem, co gubi i toczy najpiękniejszą młodość: przed płatną miłością.

— Aha! — zawołał mąż.

Zdaje się, że jej wtedy rozbił krzesłem głowę, krzywdę jej niesłuszną czyniąc. Taki mąż nigdy nie może zrozumieć pobudek.

Biedna piękna pani! Zwierz nigdy nie zrozumie filantropji. A przecież kobieta ma nieraz kochanka z prostej, jasnej, uczciwej filantropji.

Biedna, piękna pani!




Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1924. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1948 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1924 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1924 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false