Page:Umiński - Wygnańcy.djvu/30

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Nazajutrz pan Stanisław przyszedł do kantoru z silnym bólem głowy, który jednak minął, po napisaniu kilkunastu listów.

Trzeba pokonywać bezwład znużonego mózgu pracą; przekonał się, że ten sposób często bywa praktycznym. O jedenastej siedział już przy biurku i wpisywła do „głównej“ pozycye jedna po drugiej. Już kończył ten okropny bilans, który mu zabierał corocznie trzy tygodnie męczącej pracy. W miarę tego, jak robota zbliżała się do kresu, pryncypał okazywał rosnące zaniepokojenie. Po kilka razy dziennie podchodził do biurka pana Stanisława i zatapiał bystry wzrok w kolumny cyfr.

— Prędko? — pytał.

— Jeżeli się nie okaże jaka pomyłka większa, to wieczorem będziemy wiedzieli, — odparł buchalter.

Szef odszedł, ale znać było po nim, że nie zazna spokoju, póki nie ujrzy ostatecznego rozultatu. Obrót zmniejszył się niezawodnie, głównie z powodu strat, poniesionych na protestowanych wekslach; musiano też obniżyć ceny z powodu konkurencyi, zysk spadnie więc niezawodnie. O ile jednak? Była to kwestya, wobec której wszystkie inne, nawet te, od których zależało szczęście całej ludzkości, bladły jak Świeczka wobec słońca.

Niepokój pryncypała udzielał się wszystkim współpracownikom w kantorze. Każdy z nich wiedział doskonale, że pod temi nerwowe-

22