Page:Staff - W cieniu miecza.djvu/57

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


STARA

Moich włosów bielą
Nie zdajęż ci się wróżbą rychłego już szronu
Dla złotych liści parku?


MŁODA.

Uśmiechów twych słońce
Zmienia szron w rosę, która przed godziną zgonu
Orzeźwia je i życie ich wzdłuża gasnące.
I szrony przedwczesnego przymrozku w mem sercu
W rosę żywą roztapiasz. Jaśniej mi i lepiej.


STARA.

Po spadłych, suchych liści szelestnym kobiercu
Przyszłam, jesień, co wiosną twej krasy się krzepi,
Nawiedzić jesień parku. Zachód mego życia
Przyszedł pozdrowić zachód słońca, co umiera
O wschodzie twej piękności.


MŁODA.

Żyję wśród ukrycia,
Jak słońce, co już zaszło i cicho zawiera
Za sobą wrota zmierzchu.


STARA.

Dusza twa płochliwa
Boi się zgiełku życia, jak skrzydła motyle
Dłoni, co chcą je chwycić, drżąc, że ręka żywa
Zetrze z nich barwy cudne. Lecz wierzaj mi: chwile

53