Page:Staff - W cieniu miecza.djvu/154

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Tyś jest niewinność niestracona jeszcze,
Jam jest niewinność znowu odzyskana...
Obaj niewinniśmy, jak biała piana,
Bo obaj słabi. Trzeba nam podpory.
Ciebie gołębia polot niesie skory,
Mnie miecz podpiera, tedy nie jest mieczem.
A niema tego, co władnie dwusieczem,
Co sam na sobie oparty jedynie,
Cnoty i winy spełnia w dumnym czynie,
Bo moc posiada: dociera i błądzi.
Lecz jak dwugarbny jeden grzbiet wielbłądzi,
Błąd go i prawda naprzód niosą drogą.
A on przed sobę odpowiada srogo
Za własną dumę, moc, winę i cnotę,
Lecz między nami brak go, dziecko złote.
Nie mam ci o kim opowiedzieć baśni...“

A dziecię, zgodnej nie przestając waśni:
„Baśń o rycerzach mi mów, jak bez zmiany
W ciąż walczą dzielnie i odnoszą rany,
Niezłomni w chwale i w losów niestatku...
Powiedz mi o tem, co nieprawda, dziadku.“

Starzec pogładził dziecię po kędzierzach:
„O wielkich czynach i dzielnych rycerzach
Baśń jest nieprawdą? O, głębi dziecinna!
A jednak baśń ta prawdą być powinna.
Przecie jest prawdą ten miecz i rdzy plamy...“


150