Page:Staff - Tęcza łez i krwi.djvu/47

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Modlitwą błaga, zaklina, wymusza
Łaskę zbawienia od przemocy zbrojnej,
Od powietrza, głodu, ognia i wojny!


Po domach cisza...
Każdy kogoś traci,
Powszedniej doli swojej towarzysza:
Ojca, lub syna, lub braci,
A Bóg wie, czy im wrócić dadzą nieba.
I pozostali dumają w żałości...
Ale żyć trzeba:
Zaprowadzają ścisłe oszczędności
I na niepewne, na najcięższe czasy,
Gromadzą z troską zapasy.

Warsztaty stoją pustką: głusza, zastój...
Sam jeden sobie, stary majstrze, piastuj
Narzędzia swego rzemiosła!
Burza uniosła
Z sobą twą czeladź...
Z pustego w próżne trudno przelać.

Jak pracom, tak zabawom kres...
Ustały rojne widowiska,
W powodzi trosk i łez,
Które ból z oczu wyciska.

43