Page:O kobiecie i o miłości.djvu/142

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


bez ratunku, dopóki nie runie przekleństwo fałszu i jego bezecne, bezczelne królestwo.


 Na płaczu kobiecym wyznać się należy i zrozumieć go. Kobieta nie plącze prawie nigdy o rzecz obecną, teraźniejszą, tę, która jest. Na to ma kobieta masę odpornej siły. Ona daną chwilę wchłania w siebie, z całem okrucieństwem i łakomstwem wysysając to, z czego później odtworzy sobie łożysko bólu. Lecz kobieta płacze nad tem co przecierpiała — płacze, bo nie zapomina, bo przeżywa ciągle nieskończoną ilość razy to, co mężczyźni z całą pychą strącają w otchłań rzeczy minionych.


 Kobieta każda jest cmentarzykiem, a groby na tym cmentarzu otwiera się na każdy, choćby najczulszy dźwięk, odnośny do jej odczuć życiowych.


 Kobieta jest złem, z którem żyć nie można, a bez którego żyć także nie można!


 Od jednego słowa, od jednego gestu, od jednej krzywej linii, od niewczesnego śmiechu lub zbytecznej łzy zawisa często dola życia kobiety.


 Rozkołysanie, rozmarzenie, jakby zdala przyzywane przez chóry ciągnących głosów, dozwala