Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/61

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


że jest czystszym, aniżeli bratobójca, który sprawuje tu urząd jako arcykapłan! I naznaczył wam jako karę, że musicie płacić pięćdziesiąt drachm za każde jagnię, zarznięte przy ofiarach codziennych! — W naszej świątyni, Jehielu, nigdy pers nie żądał podatku od ofiary jako kary za morderstwo. I nigdy niewierny nie przestąpił progu jego. Powinieneś strzedz się, Jehielu, i nie mówić nic złego o naszych kapłanach.“

Na schodach, wiodących na dach, odezwały się kroki: Zjawił się mężczyzna w egipskim stroju i o egipskim kroju brody. „Dziadku“, zawołał, „posyła mnie syn twój, Machseja! Cały lud zebrał się na placu świątyni, czeka ciebie i posłańca z Jerozolimy!“

„Powiedz im, że zaraz przyjdziemy!“, wołał Jedonja za odchodzącym. Niech przygotują ofiary!“

Jehiel zapytał: „Egipcjanin? Czy i obcy biorą udział w waszej służbie Bożej?“

„Egipcjanin, tak!“, odparł stary. „Ashor, syn Zachona, budowniczy. Przeszedł na naszą wiarę, gdy poślubił Mibtachję, wnuczkę mą.“

„Nie powinniście dawać córek waszych obcym za żony“, zawołał Jehiel, „ani pozwolić na to, by synowie wasi obierali sobie obce żony! Czy nie wiesz,