Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/44

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Satrapa dawał wszystkie dyspozycje; powierzal wykonanie ich komendantowi Artafernesowi, który był naczelnikiem fortecy. Omawiano każdą bramę, każdą część murów miejskich; rozważano wszystkie możliwości. Jedonji powierzono Lwia Bramę; syn jego, pułkownik Machseja, z dwustu ludźmi udać się miał do kataraktów. Hydaspes z fenicjańskimi swymi marynarzami ochronić miał Nil, jeźdźcy Nabukudurriego mieli czuwać nad drogą do Syeny. Dargman miał —

Księżyc wszedł. Przybył adjutant namiestnika z wiadomością, że łódź jego gotowa. Na niej tej nocy jeszcze popłynąć miał do kataraktów, poniżej których leżał statek jego.

Jeszcze kielich wina fydońskiego wychylił satrapa. „Buduj świątynię awe, Jedonjo!“, upominał przy pożegnaniu. „Skoro się znowu zobaczymy, obyś był w szatach świątecznych i pił wraz z nami!“

Pożegnali się, Arsames nie pozwolił, by go stary odprowadził do Nilu. „Szczędź sił swych — i oby Bóg twój Jahwe chciał, byś nie potrzebował ich w tych dniach.“

Pułkownik Machseja, sam już pięćdziesięcioletni, odprowadził pana. Jedonja słuchał odgłosu ich kroków. Potem ujrzał ich znowu w wąskich ulicach, tu i ówdzie, otoczonych żołnierzami, niosącymi po-