Page:Hanns Heinz Ewers - Żydzi z Jêb.pdf/40

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


z pułkowników, Mahuzija, chory, pozostać musiał w Jeb. Był on jedynym żydem, który usiłował bronić świątyni Jahwy przeciw kapłanom Chnuba i zbójeckim ich bandom, i jedynym też, którego zabito. Żona jego, która bardzo go kochała, straciła zmysły, gdy go zamordowano w jej oczach — i od tego czasu żyła w obłąkaniu. Wołała ciągle: żaden żyd nie jest bezpiecznym w Jeb, póki się nie odbuduje świątyni Jahwy. Jeśli się to nie stanie, to będzie to końcem wszystkich żydów w Egipcie, oraz końcem panowania perskiego, które się nimi opiekuje.

Wojsko żydowskie wierzyło w słowa tej prorokini. A on, Jedonja bar Gramara, niemniej w nie wierzył.

A jednak wahał się był z miesiąca na miesiąc. Jeszcze w poranek owego dnia obaj Hoszeje byli u niego, błagali go, by rozpocząć odbudowę. Wiedziano dobrze, co się w kraju działo. Wiedziano, że każdej chwili wybuchnąć mogło powstanie, że Amyrtaios i zwolennicy jego objeżdżali kraj cały, podżegając lud przeciw najeźdźcom. I wiedziano doskonale, jak mało można było polegać na innych oddziałach żołdaczych.

Jedonja uspokoił ich. Dziś jeszcze, mówił, przybędzie posłaniec z Jerozolimy, przyniesie nareszcie zezwolenie arcykapłana — i w nocy jeszcze, w tej