Drogowskazy

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leopold Staff
Tytuł Drogowskazy
Pochodzenie Dzień duszy, cykl Przez mrok
Data wydania 1908
Wydawnictwo Księgarnia Polska B. Połonieckiego / E. Wende i Spółka
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów, Warszawa
Źródło Skany na Wikisource
Inne Cały cykl
Cały tomik
Indeks stron

[ 81 ]DROGOWSKAZY.



Zbyt wiele nocy śniłem odkrywcze wyprawy
Wśród czterech nienawistnych ścian swojego domu:
Roiłem brzeg daleki nieznany nikomu,
A łkałem, gdym się ze snu obudził dla jawy...

Rzuciłem nędznej izby próg, poszedłem głazy
Zaklinać, pytać drzewa każdego o drogę
I już w dom wracać nie chcę i wrócić nie mogę,
Bo w każdej rzeczy czuję tajne drogowskazy.

ścigałem złote słońce spokojne niezmiennie,
Biegłem za wichrem, chmurą, by na drogi końcu
Przestać wierzyć obłokom i gwiazdom i słońcu,
Bo wiodą w świat! Och, wiecznie w świat! Zawsze, codziennie!

Zbrzydziłem przewodników i biegłem szalony
Niedeptanemi drogi i nieraz na ciemnej
Ścieżce, nocą, drogowskaz wyrastał tajemny,
Któremu rozstaj ręce rozpierał w dwie strony.

Wyczerpany — z nadzieją pod sterczącem drewnem
Usypiałem... Lecz noc mi gotowała zdradę...
A gdym o brzasku czoło ze snu dźwigał blade,
Wyłem z rozpaczy w świetle świtania niepewnem!...


[ 82 ]

Bo wyciosany z wierzby słup głodną odnogę
Korzeni puścił nocą w ziemię i ssał soki
I — nim świt — liściem szumiał i w krąg pod obłoki
Tysiącem rąk wystrzelił i zmylił mi drogę!....

Nędzny zwiastun, przewodnik do jasnej oddali,
Który się mógł na pustce przyjąć tak odległej
Od celu! Żary dłonie me gniewne zażegły
I podły pień spróchniały spłonął w ognia fali!

Obłęd mnie gnał pjanego rozpaczy nawałem,
Oślep na śmierć pędziłem zdradzany sto razy,
Lecz kiedym ujrzał w dali nowe drogowskazy,
Nadzieja znowu żyła i znowu ufałem!

Ramiona słupów oczom mym drogę tyczyły...
Zbierałem sił ostatki znużeniem mdlejący,
Aż mi drogę drogowskaz zabiegł, wskazujący
Ścieżkę sprzeczną tej, którą me stopy przebyły...

Wracałem wypełniając obłudne rozkazy,
Lecz by znów zajść na miejsce wędrówki pierwotne...
Słup słupowi odsyła mnie w drogi powrotne...
I nigdy wyjść nie mogę poza drogowskazy!!...

Bluźnię im i złorzeczę. Wtedy one czarne
Ramiona opuszczają klnąc ból swych przeznaczeń,
Już nie wskazując drogi, jak krzyże zrozpaczeń,
Śniące dróg zapomnianych milczenie cmentarne...

Potem idą, jak mnichy, ciemnymi pochody,
Tańcem umarłym łączą się w obłędne koło,
Pocałunki złud kłamnych kładą na me czoło
I majaczą długimi w bezkres korowody...


[ 83 ]

Wołaj, przebaczenia za omamień złudy — —
A tam w górze, nad tańcem drogowskaźnych znaków,
Płyną z źrenicą w słońcu klucze wolnych ptaków
Spokojną, jasną drogą w chmur i nieba cudy...




Info icon 001.svg#licence info


Public domain
This work is in the public domain in the United States because it was first published outside the United States prior to January 1, 1925. Other jurisdictions have other rules. Also note that this work may not be in the public domain in the 9th Circuit if it was published after July 1, 1909, unless the author is known to have died in 1949 or earlier (more than 70 years ago).[1]

This work might not be in the public domain outside the United States and should not be transferred to a Wikisource language subdomain that excludes pre-1925 works copyrighted at home.


Ten utwór został pierwszy raz opublikowany przed dniem 1 stycznia 1925 r., i z tego względu w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej znajduje się w domenie publicznej. Utwór ten nadal może być objęty autorskimi prawami majątkowymi w innych państwach, i dlatego nie zaleca się przenoszenia go do innych projektów językowych.

PD-US-1923-abroad/PL Public domain in the United States but not in its source countries false false