Page:Umiński - Wygnańcy.djvu/83

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


się w kawały. Nagle się zrywa, zamyka książkę i staje w obronnej pozycyi.

— Czego wy odemnie chcecie, ludzie? — woła rozpaczliwie. — Idźcie do pana, to nie moja rzecz! Powiedziałam wam, że nie sprzedaję sama! Odejdźcie stąd!

Zrywa się burza protestów. Żydzi chwytają ją za suknię, chłopi obejmują za kolana. Olaska wyrywa się z wysiłkiem i ucieka na górę, jak najdalej od tego chciwego tłumu natrętów, którzy wzięli szturmem jej dom. Otworzyła drzwi od pokoiku córki. Tu przynajmniej spokojnie, odpocznie sobie chwilkę.

— Gdzież Luda? Leży o tej porze?

Zbliża się do łóżka i dotyka palcem córki.

Luda leży z otwartemi oczami i spogląda na matkę, nie mówiąc ani słowa.

— Spałaś?

— Nie.

— O czem myślisz? Wiesz co? jestem tak zmęczona, że nie mogę poprostu utrzymać się na nogach. Zdaje mi się, że wracam z jarmarku; pewnie cuchnę cała machorką i cebulą. Gdzie masz wodę kolońską?

Wzięła flaszeczkę z tualety i zwilżyła sobie obficie dłonie, oraz zmęczoną i pożółkłą twarz; potem usiadła na krzesełku przy córce i zaczęła mówić:

75