Page:Staff - W cieniu miecza.djvu/73

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


PO WSCHODZIE SŁOŃCA.



Słońce weszło. Z ros nieoschły jeszcze
Ranek wiejskiej, majowej niedzieli.
Trawę świeże przebiegają dreszcze,
Jak chłód ciało po zdrowej kąpieli.

Ziemia sama sobą się zachwyca,
Że umyta, czysta, nieskalana,
Jakby jakaś niebieska świetlica
Przez anioły ślicznie posprzątana.

Pod drzewami długie, modre cienie
Przeciągają jeszcze po śnie członki,
Łan się kłoni, chwaląc nieb sklepienie,
Gdzie się w śpiew roztapiają skowronki.

Jak z czerwonych ust jasne uśmiechy,
Z róż motyle wzlatują w blask wschodu,
A woddali słomiane chat strzechy
Są jak ule złote, pełne miodu.

Jeszcze ludzie nie wyjrzeli z domu,
Wszystko młodą nowością rozkwita,
Ziemia zda się nieznana nikomu,
Jakby jeszcze nie była odkryta.


69