Page:Staff - W cieniu miecza.djvu/17

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


ŹDŹBŁA SŁOMY.



O, czemuż nas, miłością w wiosennej szczodrocie
Ogrodu uwięzionych, pokusiło wyjście!
Park nasz kąpał się wtedy w dni słonecznych złocie,
Roztapiając swą słodycz w zmierzchów ametyście.

Jakże inne dziś wszystko po naszym powrocie!
Przywitały nas zeschłe pod stopami liście
I piosnka o goryczy, żalu i zgryzocie,
Łkająca w nagich drzewach, w jesiennym poświście.

Odwróciliśmy oczy ku wrótni z westchnieniem.
Tuż drogą wóz przejeżdżał ze słomy brzemieniem,
Minął nas i odsłonił pól pustkę bez końca.

Jeno na drzew gałęziach, co się oń otarły,
Zostało kilka chwiejnych źdźbeł słomy umarłej,
Niby zgasłe promienie straconego słońca.



13