Page:Staff - Tęcza łez i krwi.djvu/157

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


III.

 

Jak Mojżesz za ognistym światła idąc słupem,
Grozisz wzniesioną dłonią ciemności potędze,
Siejąc wkoło sieroctwa i wdowieństwa nędzę
I bruki miast okropnym zaścielając trupem.

A śmierć w swej zaczajonej, podstępnej włóczędze
Odchodzi z codzień nowym, ciągle świeżym łupem.
Jakże potwornym pochód swój płacisz okupem,
Który Los w przeznaczenia czarnej pisze księdze.

O, gorzkie, opłakane, niecofnione żniwo!
Jak straszne soki poją grozę sprawiedliwą!
Krwawem winem nasiąka twa czerwona chusta!

Ale wołałeś: Wolność! I gdy w Przyszłość Nową
Łódź nas powiezie, będzieć to najświętsze słowo,
Jak złoty obol, kładzion umarłemu w usta.



153