Page:Staff - Sady.djvu/28

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.


Ciche ule, o kaplice,
Skąd w rośne poranki,
Ledwo błyśnie miłościwe dnia młodego lice,
Wylatują bogobojne, skrzydlate kapłanki,
By kołysać na cześć słońca kwiatów kadzielnice:
Pełne lepkich soków jaskry, dzwonki, macierzanki.

I kolebią w brzmiącym locie
Zielne trybularze
I zbierają kwiatów modły w czystem miodu złocie,
Jak anioły nad duszami sprawiające straże,
Słodycz serc ich, zarobioną w snów wonnej tęsknocie,
Niosąc w ule i składając, jak na bóstw ołtarze.

O, klasztory pszczół, gdzie pilne
Te benedyktynki
Kryją miody, jako mądrość złote i posilne,

22