Page:Radosne i smutne.djvu/83

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 79 —

 

don Fernanda oddał królowi maurytańskiemu, „otoczony“ wraz z wojskiem przez czterech drabów, co sobie gęby pomalowali na czarno. Rezuny jednakże musieli się dowiedzieć, jaki tam straszliwy czuwa Bayard, bo, zgłupiawszy, waliły salwami wprost na dom, który w jednej chwili zmienił się w Fort Chabrol i grzmiał triumfalnie, choć nieco nerwowo, lecz z fantazją, pluł ogniem, ryczał hukiem, ponad który wzbijał się czasem tubalny głos dowódcy, jak tenor, co nad chór wystrzela nutą.

Wywiadowcy nasi wypełzli na balkony i obserwowali bitwę zboku, od strony ulicy i podawali szeptem wiadomości w głąb domu.

Relacje były krótkie i niezawodne.

— Jest ich trzydziestu ośmiu... Część leży na ulicy, część za drzewami, część za murem.

(To źle! — odpowiada zalękła dusza domu).

— Jeden się wykopyrtnął... Leży! Nie rusza się.

(To dobrze! — odpowiedziała zdziwiona dusza domu).

— Drugi! Słowo daję — drugi! trzeci! Jest trzeci!

(Ależ to nadzwyczajnie! — uradowała się dusza domu).

I wraz się znów przelękła, gdyż napastnicy,