Page:Radosne i smutne.djvu/80

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 76 —

 

się z grobu na ten alarm, myśląc, że wołają na sąd ostateczny, cóż dopiero nieszczęśliwy lokator nieszczęśliwej kamienicy, który spał przytem jednem okiem? Piekielny ten hałas dudnił w studni podwórza, łkał, krzyczał, jęczał, rzęził, wpadał na schody, tłukł się po nich, dzwonił w szyby, walił żelaznym dźwiękiem w drzwi, aż się zwalił wreszcie na struchlałe piersi człowieka, który głupio myślał, że wreszcie prześpi noc jedną spokojnie. Budziły się domy obok, wreszcie cała ulica, wzdłuż której wszystkie domy poczynały grać swoją oszalałą pobudkę na takich żelaznych sztabach, na płatach blachy, na prawidłowych tamtamach, Bóg wie, na czem. Dodawało to odwagi napadniętym, wrogom zaś miały z tego hałaśliwego powodu zadrżeć łydki.

Tak jednooki obrońca Kudaku strzelał w noc i ciemność, kiedy go chciały zaskoczyć rezuny!

Ha! prawie tak samo.

„W taką noc piękną“, w szekspirowską moc, kiedy z za Dniepru wypłynął księżyc, jedyna w tym kraju żywa istota nieograbiona, myśleliśmy, że czar natury, który słonie pobudza do mistycznego tańca, a tygrysy łagodniejszemi czyni, podziała na tych złośliwych pawjanów, których święty Włodzimierz, zdaje się, że nie-