Page:Radosne i smutne.djvu/77

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 73 —

 


Cała straż znieruchomiała; nikt nie odpowiada.

Na ulicy zaczynają wrzeszczeć:

— Otwieraj!

— Kto tam? — pyta ktoś odważniejszy.

— Rewizja!

— Proszę pokazać dokument! — powiada odważny, ale naiwny człowiek.

Zbrodniarz z za bramy odpowiada jakiemś narodowem, ruskiem przekleństwem, takiem, że mury zadrżały. Wobec tego zajęczały telefony, wzywając pomocy neutralnych, gruzińskich oddziałów do pomocy, cała zaś straż, mająca do rozporządzenia kiepskie dubeltówki przeciwko kilkunastu karabinem zaczyna się cofać w porządku na dawno przygotowane pozycje, aby nieprzyjaciel, niemiecką metodą, szedł za nami — niepewnie. Nieprzyjaciel natomiast rozbija kolbami drzwi i daje salwę w sień, przez którą właśnie przemykał się jakiś nieszczęśnik, mieszkaniec domu. Padł na miejscu z biodrem, rozerwanem kulą wybuchową.

Dom cały drżał w trwodze przez kilka godzin, nikt bowiem nie był pewien, co tym Kalibanom może przyjść do zbrodniczej głowy; indywidua te, straszne, jeśli się znajdą wobec bezbronnych, bohaterowie wobec kobiet i dzie-