Page:Radosne i smutne.djvu/54

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 50 —

 

krwiooki, uśmiechnięty paralitycznie, przemożny, rozjuszony, wściekłe bydlę, urwane z łańcucha, oszalałe w rozpędzie, przed którym padało wszystko bezwolne i bezsilne. Rewolucyjny potop krwi francuskiej wylalny był w imię czegoś wielkiego, wytworzony z gestem grozy wśród oszalałej pieśni, w której był zawarty krwawy, rymowany motyw wyroku. Ci zaś, z pianą krwi na ustach przed się idący, mordowali haniebnie, ponuro, dla rozkoszy mordu i co straszniejsze, zabijali, jak złoczyńcy. Po ulicach drętwiały, niezamkniętemi, okropnemi oczyma w niebo patrzące, niezliczone trupy — nagie. Sześć kul w piersi miał człowiek brat jedynie za to, że miał piękne, świecące się buty. Z powodu tych butów, które natychmiast ściągnięto z trupa, z powodu niedziurawego płaszcza, robactwo toczyło zwłoki po ulicach.

Przez pierwsze dni bolszewickich owych rządów, salwa padała za salwą w rozmaitych stronach miasta. Mordowano młodych i starych. Jakaś wściekła histerycznie Judyta, ohydna w ponurej żądzy krwi, wysyłała na śmierć całe gromady. Potulny Słowianin mordował ojca i brata na skinienie rozjuszonej czarownicy. Działo się to wszystko w prześlicznym ogrodzie dawnego cesarskiego pałacu. Skazani ko-