Page:Radosne i smutne.djvu/23

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 19 —

 

było wszystko, co polskiemu, znękanemu sercu było potrzebne — i niedrukowane. Ktoś pisał sercem artykuł, czy wiersz, a ktoś drugi rysował literki, jedna po drugiej, jak litery druku, ktoś inny rysował obrazki, inny pracowicie czynił co innego i ten serdeczny, bezcenny twór w setkach egzemplarzy biegł po drogach i wołał i świecił.

Jestem człowiek śmieszny, którego rozrzewniło to pisemko, bo się nie znam na innej robocie, stokroć większej. Przyjdzie kto inny i opowie; tysiące zaświadczą, każdy o sobie, lub o innych i pewnie wtedy Warszawa się rozczuli gotowa tych spracowanych ludzi w nadmiernem uniesieniu powitać, — Jezus, Maria! — prawie tak, jak Messalównę... Toby było za wiele! Stanowczo za wiele! Wystarczy wyciągnąć do nich rękę i mocno uścisnąć.

Widocznie jednak Warszawa, jak zauważyłem, zastrzega sobie, i słusznie, czas do namysłu; jeszcze nie wszyscy powrócili, tych zaś, którzy już są, spotykają mimo wszystko wprost rozczulające dowody pamięci niezagasłej, pamięci z całego serca. Jednego z wybitnych pisarzów powitał, wśród ogólnego milczenia, dziwnie do niego przywiązany krawiec, lecz uniesienie, z jakiem mu padł w ramiona,