Page:Radosne i smutne.djvu/200

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 196 —

 

Lecz pocoś zlepil z czystej złotej rudy
Tego warjata — polskiego piechura?

Gdy głodny — śmiechem rży jak koń do klaczy,
Nie śpi, bo bije — to sens oczywisty,
Kpi ze wszystkiego, co tylko zobaczy,
A potem sprośne pisze do mnie listy.

Pisze mi jedna złośliwa gadzina
Wierszem, — zapewne w krwi maczając pióro,
Że mnie serdecznie i mile wspomina,
Bo „właśnie siedzi nad skradzioną kurą“.

O, bodaj z ciebie zrobili kapłona,
Toś taki, drogi bracie mój — towarzysz?
Ja tu serdelki przyciskam do łona,
A ty, burżuju, kurę sobie Warzysz?!

Warjaty czyste! Z taką samą manją
Jak ich piosenkarz, także warjat polski,
Co przez łzy czyta, jak ze swą kompanją
Na święta prosi go porucznik Wolski...

Dusza śpi jasna w tej łzy małem kółku,
Kiedym list dostał, co jak słońce świeci
(Z piątej kompanii dziewiątego pułku)
O gorzkiej doli legjonowych dzieci.

A ten dywizjon drugi artylerji
Polowej, czwarty pułk — to są cholery!
Nic poetyckiej nie pomnąc mizerji,
Taki mi piszą list na strony cztery.