Page:Radosne i smutne.djvu/196

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 192 —

 

z nieba, mają wielu zaprzysięgłych wyznawców. Nic jednak tak żołnierza nie wzrusza, nic go tak nie chwyta za młode serce i nic go tak do prawdziwych łez nie rozczulało, jak słowo ciche i rzewne, piosenka, pomalowana cichym smętkiem i przetkana cichutką, ciepłą łzą, rozpłakaną nad dolą żołnierza lub jego osamotnieniem. Te listy, które otrzymałem za takie piosenki, przyprawiały czasem mnie, starego cynika, o coś takiego, oo zasnuwa mgłą oczy i uciska serce tak, że się czyni serdecznie dobrze.

Niech mi będzie przebaczona śmieszna słabość pisarska, że z tych niezliczonych listów kilka słów zacytuję na pochwałę własną. Lecz jest to doprawdy tak wielka nagroda, że trudno się nią nie pochwalić. Za głupie wiersze, za to tylko, że były z serca, zapłacone mi najdroższem sercem. Zawsze to czynił jakiś piechur w imieniu wszystkich za to, żem się smutno szarej ich użalił doli. Pisze mi jeden, drugi chłopak, nie przeczuwając może, jaką opłakaną czyni mi radość:

„...Czuję dla pana to, co dla każdego żołnierza, z którym przechodziłem pierwszy chrzest ogniowy i boje krwawe. Człowieka takiego ukochać można lepiej, aniżeli najbliższych, gdyż