Page:Radosne i smutne.djvu/180

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 176 —

 

malarskiego orzeczenia kochanego malarza Mackiewicza, doszliśmy do przekonania, że szkoda najmniejszych zabiegów o kochankę w każdym porcie. Karmione piernikami dziewice tamtych stron, dziwnie przypominają wysokie, chude, wystrzępione miotły; każda żyje przytem na „wielkiej stopie“, dziewicze nogi wybitnie są podobne do wydłużonego dzioba okrętu. Nie dziwię się, że słońce przez tyle wieków uciekało od tego miasta i zatrzymało się wcale niechętnie na rozkaz Kopernika. Miasto to jest jednak poczciwe i tylko na oko przez nieporozumienie, ma minę miasta rozpustnego, bo na każdym drugim domu widnieje napis: tu mieszka taka i taka Dora Nitchman, albo jakoś tak, — „zawodowa stręczarka“. Panią Kwikli za tak brzydki zawód Szekspir zmieszał z błotem, a tu się tem chwalą. Ale to tylko jest źle po polsku, poczciwe te zakalce toruńskie pośredniczą w szukaniu pracy, zresztą w mieście, w którem tyle sprzedają kwiatów i gdzie jest tak poetycznie zwąca się „Gospoda pod modrym fartuszkiem“ mieszka, piernikowym miodem pachnąca niewinność i cnota.

W Toruniu pomnożył się nasz poczet i tak już wcale, wcale pokaźny, gdyż do flottylli przyłączyły się dwa, prawdziwe, śliczne, żelazne