Page:Radosne i smutne.djvu/170

From Wikisource
Jump to navigation Jump to search
This page has been proofread.

— 166 —

 

„Byle do nich — terkocze motorówka, — a wyjdę cało!“ Więc się znów zaczyna wić i kręcić na wodzie, jak w tańcu świętego Wita i trzykrotnie próbuje dostać się na bezpieczniejszą stronę rzeki, poza most. Nie udaje się jej trzykrotnie, przejść nie można w żaden sposób; więc oba statki idą ku niej; „Wawel“ dociera do mostu „Batory“ zaś otrzymuje ciężkie rany. „Wawel“ łączy się z „Ministrem“ i już im tego wszystkiego zaczyna być za wiele, rozpoczynają tedy ogień z całej mocy, aby dać czas wojskom lądowym na przejście do kontrataku, co się udaje. Z nastaniem mroku statki powoli się cofają, a „piętnastka“, która się nie boi nocy, ani mielizny, napiła się benzyny, krzyknęła hurra! i zaczyna znów pracę, bo trzeba wojska lądowe przewieźć na lewy brzeg. Wtedy się stała najdziwniejsza rzecz w całej wojnie: konnica bolszewicka atakowała łódź motorową. Nie oszalałem, tylko mówię świętą prawdę; wściekłość na tego uprzykrzonego bąka, odebrała rozum bolszewikom i ujrzawszy łódź przy brzegu, rzucili się w jej stronę ku wodzie ze wzgórza, ona zaś, wypuściwszy w ich stronę dość niemiłą woń spalenizny na znak głębokiej pogardy, cisnęła się jak łosoś na wodę. Zaśmiał się tylko szeroko pan Sierżant Musiał,